Nic pięknego….

Nic pięknego....

Może byłoby lepiej gdybyśmy się wprowadzili do naszego mieszkania od razu, nie patrząc na wygodę i w celu poprawy komfortu życia przyspieszyli prace remontowe. Prawda jest niestety taka, że mieszkając gdzie indziej i pracując jedyny czas, jaki możemy wygospodarować na remont to popołudnia, …kiedy światło już nie te….a człowieka dopada zmęczenie po całym dniu. I tak ciągnie …ciągnie …ciągnie się w nieskończoność przywracanie naszego mieszkanka do stanu używalności.

I mogłabym powolność tych prac zrzucić na długie terminy oczekiwania na fachowców….bez których pewnych rzeczy nie da się zrobić…elektryka, hydraulika…, ale sama widzę, że najbardziej winni jesteśmy my sami. Wszystko ciągnie się miesiącami. W sierpniu wymieniono instalację elektryczną, we wrześniu kaloryfery…a październik to miesiąc oczekiwania na hydraulika…. Potem kolejny miesiąc minie a my będziemy czekać na ekipę tynkarską, która zaopiekuje się ścianami, które Rafał potraktował tak niedelikatnie zbijając wszystkie tynki.

Pomijając to wszystko niezwykle się cieszę ze zmian w naszych czterech kątach. Ostatnio z kaloryferów…wiem, że to głupie a one same nie mają w sobie nic ładnego, ale na tle tej ruiny (czytaj naszego mieszkania) wyglądają tak pięknie. Specjalnie zrobiłam to zdjęcie wieczorem, kiedy jest już ciemno…ponieważ obawiam się że nikt nie byłby w stanie znieść tego widoku w świetle dziennym. 🙂

Udostępnij