Metamorfoza pokoju nastolatki – nowy układ, nowe potrzeby i nowe kolory

by Kasia Bobocińska

Przestrzeń pokoju dziecięcego rośnie razem z dzieckiem. Zmieniają się potrzeby, zainteresowania, sposób spędzania czasu, a wraz z nimi powinno zmieniać się również wnętrze.

Tak właśnie przez lata zmieniał się pokój Łucji:

2018 – STARY DOM: MALOWANIE + POMYSŁ NA WNĘTRZE POKOJU DZIECIĘCEGO DLA DZIEWCZYNKI

2019 – MALOWANIE MEBLI FARBĄ KAZEINOWĄ – PÓŁKA NA KSIĄŻKI

2021 – Jak wybrać kolor ścian dla dziewczynki? Malowanie pokoju Lusi

2021 – DIY DEKORACJA ŚWIETLNA DO POKOJU DZIECKA

Pierwsza metamorfoza - pokój małej dziewczynki

Pierwsze większe zmiany w pokoju Łucji zrobiłyśmy w 2018 roku, kiedy miała sześć lat. To był moment, kiedy po raz pierwszy sama wybierała kolory do swojego pokoju. Wspólnie wybierałyśmy farby, tapetę, a Łucja pomagała mi również w malowaniu.

Wtedy zdecydowała się na błękitny kolor ścian. Wybrałyśmy też piękną tapetę w podobnej, chłodnej kolorystyce. Jak na pokój sześcio- czy siedmiolatki ta metamorfoza naprawdę świetnie się sprawdziła. Było kolorowo, dziewczęco i bardzo po dziecięcemu.

Z czasem jednak okazało się, że ten błękit, mimo że nadal był jednym z ulubionych kolorów Łucji, nie do końca sprawdzał się w tym wnętrzu. Był po prostu zbyt chłodny. Odbijał światło w taki sposób, że cały pokój wydawał się mniej przytulny.

W 2021 roku pokój zrobił się cieplejszy

Dlatego w 2021 roku zdecydowałam się na kolejną metamorfozę. Tym razem zależało mi przede wszystkim na ociepleniu wnętrza.

Ściany pomalowałam na brzoskwiniowy kolor, zrobiłam dekorację świetlną w kształcie księżyca, pojawiły się również półki i kilka innych dekoracyjnych elementów.

Pokój zrobił się zdecydowanie bardziej przytulny i przez kilka kolejnych lat naprawdę dobrze nam służył.

Ale już wtedy było widać, że problem tego wnętrza nie dotyczy wyłącznie kolorystyki.

Problemem był układ funkcjonalny

Meble były po prostu za duże w stosunku do przestrzeni, którą miały do dyspozycji.

Pokój Łucji składa się z dwóch części. W pierwszym, niedużym pomieszczeniu znajdowało się łóżko, ogromna szafa, która zajmowała praktycznie całą przestrzeń, oraz regał na książki.

W efekcie w tym pomieszczeniu właściwie nie było już miejsca na nic więcej. Nie dało się tutaj swobodnie spędzać czasu, a tym bardziej zapraszać znajomych.

Druga część pokoju, oddzielona różowymi drzwiami, była zupełnie niewykorzystana. Stała tam komoda, duży regał i biurko.

Sam regał również nie był dobrze zaprojektowany pod kątem rzeczy, które miały się na nim znaleźć. Odstępy pomiędzy półkami były zdecydowanie za duże. Można było spokojnie dodać kilka dodatkowych półek i wykorzystać tę przestrzeń znacznie lepiej.

Do tego dochodził jeszcze skos, przez który w części pomieszczenia nie można było się swobodnie wyprostować.

A biurko? Po kilku godzinach pracy przy nim robiło się po prostu nieznośnie duszno. Krótko mówiąc: wszystko było trochę nie tak, jak powinno.

Pokój dla sześciolatki a pokój czternastolatki

I tutaj doszły jeszcze zmiany związane z samą Łucją. Kiedy robiłyśmy pierwszą metamorfozę, miała sześć lat. Dzisiaj ma czternaście i jej potrzeby są zupełnie inne.

Łucja nagrywa różnego rodzaju relacje i filmiki, dlatego pokój stał się również tłem dla jej aktywności. To sprawiło, że zaczęłam zupełnie inaczej patrzeć na jego aranżację.

Kwiatowe dekoracje, które kiedyś wydawały się idealne do tego wnętrza, dzisiaj zdecydowanie nie pasowały już do całości. Potrzebowałyśmy bardziej neutralnego tła, które będzie dobrze wyglądało również na zdjęciach i nagraniach.

Ale przede wszystkim potrzebowałyśmy miejsca, w którym Łucja będzie mogła po prostu spędzać czas.

Nie tylko spać, odrabiać lekcje czy przechowywać ubrania.

Chciałyśmy stworzyć przestrzeń, w której będzie mogła spotykać się z przyjaciółmi, rozwijać swoje zainteresowania, nagrywać materiały, odpoczywać i po prostu czuć się dobrze.

Czas na metamorfozę pokoju nastolatki

Po kilku latach stało się więc jasne, że czas najwyższy na kolejną zmianę.

Tym razem nie chodziło już tylko o pomalowanie ścian czy wymianę dekoracji. Potrzebowałyśmy przede wszystkim całkowicie przemyśleć układ funkcjonalny tego pokoju.

Bo choć wcześniejsze metamorfozy były udane i bardzo je lubiłyśmy, żadna z nich nie rozwiązała podstawowego problemu,  przestrzeń nadal nie była dobrze dopasowana do mebli i potrzeb Łucji.

Dlatego tym razem postanowiłam podejść do tego zupełnie inaczej.

Najpierw funkcja, później kolor i dekoracje.

Etap pierwszy – porządki i pozbywanie się zbędnych mebli

Pierwszym etapem metamorfozy było więc… sprzątanie. Zaczęłam od opróżnienia dużego regału z książek. Sam regał był jednym z mebli, które od początku zajmowały sporo miejsca, a nie wykorzystywały go najlepiej. Po opróżnieniu postanowiłam całkowicie się go pozbyć z pokoju Łucji.

Nie został jednak wyrzucony. Regał trafił do pokoju chłopaków i dzięki temu w pokoju Łucji zyskaliśmy sporo wolnej przestrzeni.

Kolejna była niewielka półeczka stojąca przy drzwiach. Ona również została opróżniona i znalazła swoje nowe miejsce w domowej siłowni, gdzie teraz przechowujemy wszystkie rzeczy związane z treningami.

Opróżniłam również wiszącą półkę, na której wcześniej znajdowały się książki. Ona także trafiła do siłowni i wkrótce zostanie tam ponownie zamontowana.

I nagle okazało się, że po tych kilku prostych zmianach z pokoju zniknęło naprawdę sporo rzeczy.

Co zostało w pokoju?

Po pierwszym etapie porządków w pokoju zostały właściwie tylko dwa duże meble: łóżko i szafa.

Z szafą na razie nic nie możemy zrobić. Docelowo również zniknie z tego miejsca, ale w jej miejsce chcę stworzyć własną, dopasowaną do tej przestrzeni szafę DIY. To jednak temat na kolejny etap metamorfozy.

Na razie więc szafa zostaje. Natomiast łóżko właśnie za chwilę miało całkowicie zmienić swoje miejsce. I to właśnie jego przeniesienie stało się jednym z najważniejszych elementów nowego układu pokoju Łucji.

Etap drugi - wybór kolorystyki

Kiedy pokój był już częściowo opróżniony, a wszystkie meble, które można było na tym etapie łatwo usunąć, znalazły swoje nowe miejsca, mogłam przejść do kolejnego kroku: malowania i wyboru kolorystyki.

Od początku wiedziałam, jaki efekt chcę uzyskać.

Marzył mi się pokój w klimacie mleczno-kawowym, inspirowany kolorami ziemi: delikatny, ciepły i spokojny. Tym razem chciałam całkowicie odejść od niebieskiego, wyrazistych kolorów i mocnych wzorów. Bez intensywnej tapety, która wcześniej tak mocno definiowała wnętrze.

Zależało mi na tym, żeby pokój stał się przede wszystkim neutralnym, przyjemnym tłem dla Łucji i jej zainteresowań. Takim wnętrzem, które nie narzuca jednego stylu, ale pozwala mu się zmieniać razem z nią.

Kilka odcieni zamiast jednego koloru

Oczywiście, jak zwykle, nie potrafiłam poprzestać na jednym kolorze.

Kiedy wzięłam do ręki wzornik marki Canadia, znalazłam w nim tyle pięknych odcieni, że zamiast wybrać jeden, zamówiłam kilka próbek i ostatecznie zdecydowałam się na cztery kolory:

  • OW1 – 5 litrów – główny kolor całej metamorfozy,
  • OW11 – 2,5 litra,
  • D7A – 2,5 litra,
  • D7B – 2,5 litra.

Ostatecznie to właśnie OW1 pojawił się w największej ilości i stał się bazą całego wnętrza.

Jak wykorzystałam poszczególne kolory?

Najwięcej, bo aż pięć litrów, zamówiłam koloru OW1. To właśnie nim pomalowałam główną część pokoju i to on nadał wnętrzu ten mleczno-kawowy, ciepły charakter, na którym najbardziej mi zależało.

Koloru D7A użyłam do stworzenia dekoracyjnego wzoru na ścianie z oknem. Dzięki temu, mimo że zrezygnowałam z klasycznej tapety, ściana nadal miała stać się charakterystycznym elementem całej aranżacji.

OW1 wykorzystałam do pomalowania dwóch przylegających do siebie ścian, dzięki czemu kolorystyka nie jest płaska i jednowymiarowa.

Natomiast D7B, czyli najciemniejszy z wybranych odcieni, trafił na ścianę znajdującą się najbliżej drzwi.

Ten wybór był bardzo praktyczny. Właśnie ta część ściany jest najbardziej narażona na zabrudzenia – szczególnie że pokój Łucji znajduje się w miejscu, przez które przechodzi również młodszy brat. Zamiast więc walczyć z każdym śladem na jasnej ścianie, zdecydowałam się zastosować tutaj ciemniejszy kolor.

I właśnie w ten sposób kilka pozornie bardzo podobnych odcieni stworzyło bazę całej nowej aranżacji – spokojną, ciepłą i neutralną, ale jednocześnie niepozbawioną charakteru.

Żegnamy starą tapetę

edną z większych zmian było również zdjęcie dotychczasowej tapety.

To ona przez lata w dużej mierze definiowała charakter pokoju. Kiedy ją usunęłam, nagle okazało się, że przestrzeń straciła swoją tożsamość.

Zrobiło się jasno, neutralnie… ale trochę bez charakteru.

Początkowo planowałam położyć nową tapetę. Nawet razem z Lucją wybrałyśmy konkretny wzór i byłyśmy już na etapie rozmów dotyczących jej zamówienia.

Niestety wakacyjny czas i dość zdawkowa komunikacja z drugiej strony sprawiły, że w pewnym momencie pomyślałam:

Nie. Nie będę czekać. Zrobię tę tapetę sama.

I tak właśnie powstała moja tapeta DIY.

Najciemniejszy kolor przy wejściu

Ostatecznie, spośród wszystkich testowanych odcieni, zdecydowałam się na trzy. Każdy z nich dostał w pokoju swoje konkretne zadanie.

Pierwszy trafił na ścianę znajdującą się najbliżej drzwi,  tę, na której docelowo stanie również nowa szafa DIY. Od początku wiedziałam, że właśnie tutaj potrzebuję najciemniejszego koloru.

Wystarczyło przypomnieć sobie, jak wyglądała ta ściana przed metamorfozą. To właśnie w tym miejscu pojawiały się ślady małych łapek mojego syna, który wchodząc do pokoju, potrafił dosłownie „przejechać” rękami po ścianie. Przy jasnym kolorze każde takie zabrudzenie było natychmiast widoczne.

Dlatego zamiast później bez końca walczyć z kolejnymi śladami, postanowiłam podejść do tego praktycznie i zastosować tutaj najciemniejszy z wybranych odcieni – D7B.

To piękny, ciepły kolor kawy z mlekiem, który przy drzwiach sprawdził się idealnie. Z jednej strony jest wystarczająco ciemny, żeby ewentualne zabrudzenia były mniej widoczne, a z drugiej nie przytłacza wnętrza.

Bardzo podoba mi się również to, jak ten kolor współgra z pozostałymi, jaśniejszymi odcieniami. Dzięki temu pokój nie jest jednolitą, jasną przestrzenią, ale zyskuje subtelne zróżnicowanie kolorystyczne.

Całą metamorfozę wykonałam za pomocą farby lateksowej marki Canadia – Canadia Manufaktura Farb i Tynków. Farba bardzo dobrze pokryła wcześniejszy kolor i pozwoliła mi uzyskać równomierne, głębokie wykończenie.

A to był dopiero pierwszy z trzech kolorów, które miały stworzyć nową bazę pokoju Łucji.

Farba nie tylko do ścian

Do tej metamorfozy wykorzystałam farbę lateksową do ścian i sufitów marki Candia – Manufaktura Farb i Tynków. Jest to farba ultramatowa, ale tym, co szczególnie mnie w niej zainteresowało, jest jej uniwersalność.

Jak podaje producent, farba może być stosowana nie tylko na ścianach i sufitach, ale również na innych powierzchniach, między innymi MDF, metalu czy elementach drewnianych, takich jak fronty meblowe.

To dla mnie bardzo ważna informacja, ponieważ metamorfoza pokoju Łucji jeszcze się nie kończy. W kolejnych etapach planuję stworzyć tutaj nową szafę, a część jej elementów i frontów będzie wymagała pomalowania. Myślę więc, że właśnie tę farbę będę mogła wykorzystać również przy tym projekcie.

Lubię produkty, które nie są jednorazowym rozwiązaniem do jednego konkretnego remontu, ale dają możliwość wykorzystania ich również przy kolejnych projektach.

Farba odporna na codzienne użytkowanie

W pokoju nastolatki odporność powierzchni na zabrudzenia jest dla mnie naprawdę istotna.

Farba Candia tworzy powłokę odporną na zmywanie i szorowanie, dzięki czemu można łatwo usuwać z niej plamy i zabrudzenia. I właśnie to mogłam sprawdzić podczas tej metamorfozy, kiedy po zdjęciu taśmy musiałam wyczyścić ślady pozostałe na ścianie.

Wystarczyła gąbka i delikatne szorowanie, żeby ślady zniknęły, a pomalowana powierzchnia pozostała nienaruszona.

Farba jest również paroprzepuszczalna i bardzo dobrze kryje, a po wyschnięciu daje głębokie, ultramatowe wykończenie. I właśnie ten mat bardzo mi się tutaj podoba – ściany nie odbijają światła, a kolory wyglądają miękko i elegancko.

Kolor dopasowany do wnętrza

Kolejną zaletą jest możliwość barwienia farby na praktycznie nieograniczoną liczbę kolorów.

Dla mnie, jako osoby, która bardzo dużą wagę przywiązuje do kolorystyki wnętrz, jest to ogromna zaleta. Nie muszę ograniczać się do kilku gotowych odcieni – mogę wybrać dokładnie taki kolor, jakiego potrzebuję w konkretnym projekcie.

W przypadku pokoju Łucji zależało mi na bardzo konkretnym zestawieniu jasnych, kremowo-żółtawych odcieni z głębszym beżem. To właśnie te kolory stworzyły bazę całej nowej aranżacji.

A ponieważ przede mną jeszcze kilka etapów tej metamorfozy – między innymi projekt nowej szafy i malowanie jej frontów – jestem bardzo ciekawa, jak ta farba sprawdzi się na kolejnych powierzchniach.

Na razie mogę powiedzieć jedno: ściany przeszły mój pierwszy test naprawdę bardzo dobrze.

Kremowe ściany – ciepła baza nowej aranżacji

Kolejne dwie ściany, czyli te znajdujące się prostopadle do ściany z oknem, pomalowałam na przepiękny kremowy kolor. To odcień przypominający trochę masło, ale jednocześnie bardziej kojarzący mi się z delikatną kością słoniową – bardzo jasny, ale zdecydowanie nie chłodny.

Zależało mi właśnie na takiej miękkiej, ciepłej bieli z delikatną domieszką żółtego. Chciałam, żeby pokój stał się jasny i świeży, ale jednocześnie zachował przytulny charakter.

Trudne podłoże? Farba dała sobie radę

Na tych dwóch ścianach znajdowały się wcześniej grafiki, które trzeba było całkowicie przykryć. Szczególnie wymagająca była ściana po prawej stronie, na której znajdował się bardzo ciemny, brązowy łuk.

Przy zmianie kolorystyki takie elementy potrafią być sporym wyzwaniem. Tym bardziej zależało mi na farbie, która będzie dobrze kryła i pozwoli mi szybko uzyskać jednolitą powierzchnię.

Farba Candia poradziła sobie z tym naprawdę bardzo dobrze. Już po drugiej warstwie wcześniejsza, ciemna grafika praktycznie całkowicie zniknęła.

I właśnie wtedy zaczęłam widzieć efekt, na którym tak bardzo mi zależało.

Po usunięciu poprzedniej dekoracji, pomalowaniu brzoskwiniowej ściany i pozbyciu się dotychczasowej lampy pokój całkowicie zmienił charakter. Stał się jednocześnie jaśniejszy, cieplejszy i bardziej spokojny.

To był jeden z tych momentów podczas remontu, kiedy nagle zaczynasz widzieć, że wszystkie wcześniejsze decyzje naprawdę zaczynają się ze sobą łączyć.

Tapeta DIY - zrobiłam ją sama

Najpierw pomalowałam ścianę ciemniejszym, beżowym kolorem – wg wzornika canadia D7A.

Następnie wykorzystałam taśmę o szerokości 3,5 cm. Na ścianie zaznaczyłam punkty – zarówno na górze, jak i na dole – dokładnie co 3,5 cm. Następnie połączyłam je ze sobą, tworząc regularne pasy.

Kiedy wszystko było już przygotowane, pomalowałam powierzchnię jaśniejszym kolorem, którego wcześniej użyłam na ścianach przylegających do ściany z oknem, czyli OW1.

Po zdjęciu taśmy zostały mi przepiękne, kremowo-beżowe pasy.

I właśnie w ten sposób powstała dekoracyjna ściana, która zastąpiła tapetę.

Boazeria z odzysku

Ale na tym eksperymenty się nie skończyły.

Jak wiecie, przy różnych remontach często zostają mi kawałki materiałów, które zamiast wyrzucać, odkładam „na później”. I tym razem bardzo się przydały.

Z metamorfozy ściany w kuchni została mi boazeria. Leżała przez kilka lat w garażu i po drodze zdążyły po niej nawet jeździć rowery, więc idealna już zdecydowanie nie była.

Ale ponieważ i tak zamierzałam ją pomalować, drobne ubytki zupełnie mi nie przeszkadzały.

Uzupełniłam to, co było potrzebne, a następnie całość pomalowałam tym samym kolorem, który wykorzystałam na ścianach.

I znowu okazało się, że materiał, który przez kilka lat leżał nieużywany, dostał drugie życie.

Pokój Łucji po metamorfozie

I oto jak prezentuje się pokój Łucji po metamorfozie! Myślę, że zmieniło się tutaj naprawdę sporo.

Przede wszystkim jest jaśniej, przejrzyściej i spokojniej. Zniknęły mocne kolory i wzory, a cała przestrzeń stała się bardziej uporządkowana i neutralna. To właśnie na takim efekcie najbardziej mi zależało – stworzeniu wnętrza, które będzie dobrym tłem dla Łucji, jej zainteresowań i kolejnych etapów dorastania.

Oczywiście to jeszcze nie koniec tej metamorfozy. Przede mną kilka kolejnych etapów – chciałabym odświeżyć sufit, pomalować drzwi, a przede wszystkim zająć się szafą i stworzyć jej nową, bardziej dopasowaną do tej przestrzeni wersję.

Największą część pracy mamy jednak już za sobą i bardzo się cieszę z tego, co udało się tutaj osiągnąć.

Ja jestem naprawdę zadowolona z efektu. A jak Wam podoba się nowa odsłona pokoju Łucji?

wpis powstał przy współpracy z marką canadia.pl

Related Posts