Kaszmirowa boazeria i ponadczasowe wnętrze,czyli przedsionek w nowej odsłonie

by Kasia Bobocińska

Dzisiaj zabieram Was ponownie do naszej werandy, a właściwie przedsionka, żeby pokazać Wam obiecaną metamorfozę tej przestrzeni.

To nie jest spektakularny remont z wyburzaniem ścian czy wymianą mebli. To raczej przykład tego, jak kilka dobrze przemyślanych zmian potrafi całkowicie odmienić charakter wnętrza.

Ta metamorfoza jest również częścią większego planu, który konsekwentnie realizuję już od ubiegłego roku. Powoli żegnam się w naszym domu ze śnieżnobiałą bielą. Białe drzwi, ościeżnice czy elementy wykończenia stopniowo zastępuję cieplejszymi odcieniami off-white i bardziej stonowaną kolorystyką. Zależy mi na tym, aby wnętrza były spokojniejsze, bardziej eleganckie i po prostu ponadczasowe.

Inne posty, w których kończę z bielą w starym domu:

Przedsionek, do którego mam ogromny sentyment

Ten przedsionek ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. Remontowaliśmy go w 2019 roku i doskonale pamiętam ten czas. Byłam wtedy świeżo po urodzeniu synka, a mimo to własnoręcznie wykonywałam tynki na ścianach. Dlatego to wnętrze zawsze będzie kojarzyło mi się z tamtym okresem i z ogromną satysfakcją, jaką daje samodzielne tworzenie domu.

Przez kilka lat bardzo lubiłam tę aranżację.

Granatowe drzwi, biała boazeria, niebiesko-szary kolor ścian i piękna tapeta tworzyły spójną całość. Do dziś uwielbiam ten odcień ścian — zresztą jakiś czas temu opisywałam Wam historię jego odtworzenia, kiedy okazało się, że farba została wycofana ze sprzedaży. Jeśli jeszcze nie czytaliście tamtego wpisu, koniecznie do niego zajrzyjcie.

Ogromnie lubię również tapetę, która niestety nie jest już dostępna. Tym bardziej zależało mi, żeby zachować charakter tego wnętrza i nie robić rewolucji.

Dlaczego zdecydowałam się na zmiany?

Choć na zdjęciach przedsionek nadal wyglądał całkiem dobrze, codzienne użytkowanie zrobiło swoje.

Biała boazeria przez lata zaczęła się przecierać. Pojawiały się odpryski farby, zarysowania i zabrudzenia. Swój udział miał w tym również nasz pies, który bardzo często kładzie się właśnie przy wejściu do domu. Dolna część boazerii przestała być śnieżnobiała, a z czasem zrobiła się po prostu szara.

Przed większymi uroczystościami czy świętami łapałam za pędzelek i miejscowo zamalowywałam uszkodzenia. Problem w tym, że po kilku latach takich poprawek boazeria zaczęła wyglądać nierówno. W jednych miejscach farba miała inny odcień, w innych prześwitywało drewno.

Dodatkowo coraz bardziej przeszkadzało mi kilka rozwiązań, które kilka lat temu wydawały się wystarczające.

Nie zamontowałam listwy przypodłogowej, która skutecznie chroniłaby dolną część boazerii przed uszkodzeniami. Górne wykończenie boazerii było bardzo proste, a z czasem zaczęłam zakochiwać się we wnętrzach z bardziej klasycznym, dekoracyjnym detalem. Coraz bardziej raziło mnie również miejsce połączenia tapety ze ścianą. Był to pierwszy raz, kiedy samodzielnie tapetowałam ścianę i dziś, z większym doświadczeniem, widzę wszystkie drobne niedoskonałości.

To właśnie te małe rzeczy sprawiły, że przestałam patrzeć na ten przedsionek z taką samą radością jak kilka lat wcześniej.

Nowa kolorystyka przedsionka

Założenie było jedno: zachować charakter wnętrza, ale sprawić, żeby wyglądało bardziej elegancko i było znacznie bardziej praktyczne.

Przez lata bardzo lubiłam kontrast śnieżnobiałej boazerii z granatem drzwi i tapety. To połączenie miało swój urok, jednak z czasem zaczęłam odczuwać, że tej chłodnej bieli jest po prostu za dużo. Wraz z kolejnymi metamorfozami naszego domu coraz częściej sięgam po odcienie off-white, które są delikatniejsze, bardziej szlachetne i tworzą znacznie przytulniejszy klimat.

Nie chciałam całkowicie rezygnować z bieli. Zależało mi raczej na znalezieniu odcienia, który będzie jej cieplejszą interpretacją – koloru znajdującego się gdzieś pomiędzy klasyczną bielą a subtelną szarością.

Ostatecznie zdecydowałam się na piękny kaszmirowy odcień RAL 9002. To kolor, który wspaniale współgra z granatem, niebiesko-szarą ścianą i tapetą, a jednocześnie sprawia, że całe wnętrze wydaje się bardziej miękkie, spokojne i ponadczasowe.

Do malowania wybrałam Multi- Farbę 3w1 marki Remmers.

To nie moje pierwsze spotkanie z tym produktem i wiedziałam, że mogę na nim polegać. Lubię z nim pracować przede wszystkim dlatego, że znacząco upraszcza cały proces malowania.

Multifarba 3 w 1 pełni jednocześnie funkcję podkładu izolacyjnego, międzywarstwy oraz powłoki końcowej. Oznacza to, że nie ma potrzeby stosowania dodatkowych primerów czy farb podkładowych. To ogromna oszczędność czasu, szczególnie podczas odnawiania elementów, które były już wcześniej malowane.

Dodatkowym atutem jest jej uniwersalność. Farba doskonale sprawdza się na drewnie, metalu oraz PVC, dlatego można ją wykorzystać przy wielu różnych projektach. W moim przypadku świetnie poradziła sobie z wcześniej malowaną drewnianą boazerią, zapewniając bardzo dobrą przyczepność i estetyczne wykończenie.

Kolejnym krokiem było zamontowanie listwy przypodłogowej. Zdecydowałam się na prostą listwę, którą również pomalowałam tą samą farbą. Dzięki temu całość wygląda spójnie, a jednocześnie dolna część boazerii jest znacznie lepiej zabezpieczona przed codziennym użytkowaniem.

Postanowiłam również dodać więcej klasycznych detali. Listwy przysufitowe oraz dekoracyjne wykończenie górnej części boazerii pomalowałam tym samym kolorem. To niewielka zmiana, ale właśnie takie detale sprawiają, że wnętrze wygląda bardziej dopracowane i eleganckie.

Co warto podkreślić, choć producent oferuje gotową paletę najpopularniejszych kolorów dla Multi farby 3 w 1, takich jak biały, srebrnoszary, jasnoszary, antracytowy, stalowoszary, orzechowy, czerwień skandynawska czy odcienie zieleni, istnieje również możliwość zamówienia farby w dowolnym kolorze z palety RAL. Dzięki temu bez problemu mogłam wybrać dokładnie taki odcień kaszmiru, jaki sobie wymarzyłam.

Dlaczego wybrałam właśnie ten kolor?

Od dawna szukałam odcienia, który nie będzie ani śnieżnobiały, ani beżowy.

Marzył mi się kolor ciepły, miękki, elegancki i ponadczasowy. Taki, który będzie pięknie współgrał zarówno z granatem, jak i z niebiesko-szarą ścianą oraz tapetą.

Ten kaszmirowy odcień okazał się dokładnie tym, czego szukałam.

Mam wrażenie, że wnętrze od razu stało się bardziej przytulne i spokojne. Biel przestała dominować, a wszystkie elementy zaczęły ze sobą harmonijnie współgrać.

Detale, które zrobiły największą różnicę

Kiedy boazeria była już gotowa, przyszedł czas na dopracowanie wszystkich elementów, które miały dopełnić całą metamorfozę.

Tym samym kaszmirowym kolorem pomalowałam nowe listwy przypodłogowe oraz sztukaterię, którą przykleiłam na górnej krawędzi boazerii. Dzięki temu zyskała ona znacznie bardziej klasyczny i elegancki charakter. W tym samym odcieniu wykończyłam również listwy przysufitowe, natomiast opaski wokół drzwi pomalowałam kolorem nawiązującym do tapety. To niewielkie zmiany, ale właśnie one sprawiły, że całe wnętrze stało się spójne.

Przy okazji malowania boazerii zdarzył mi się jeszcze jeden mały remontowy wypadek.

W kilku miejscach zabrudziłam farbą parapet. Kiedy próbowałam usunąć zabrudzenia, okazało się, że razem z nimi starła się również stara powłoka malarska. Na szczęście i na to znalazło się rozwiązanie. Parapet odświeżyłam Farbą silnie kryjącą marki Remmers w ciemnym antracytowym kolorze (bazaltowy szary RAL 7012). Dzięki temu odzyskał estetyczny wygląd i idealnie współgra z pozostałymi elementami wykończenia.

Dlaczego warto wracać do swoich projektów?

Poprzednią metamorfozę tej werandy wykonywałam w 2019 roku. Wtedy skupiałam się przede wszystkim na dużych pracach – położeniu podłogi, wykonaniu tynków, przyklejeniu tapety czy montażu boazerii.

Jak to zwykle bywa podczas remontu, kiedy liczy się czas i budżet, pewne drobiazgi zostawia się “na później”. Wydaje się, że nie mają większego znaczenia.

Problem w tym, że właśnie te drobiazgi później najbardziej rzucają się w oczy.

Przez kilka kolejnych lat coraz częściej zwracałam uwagę na niedokładnie wykończone miejsca przy drzwiach, brak listwy przypodłogowej, zbyt proste zakończenie boazerii czy niewielkie szczeliny pomiędzy poszczególnymi elementami. To nie były duże błędy, ale za każdym razem, kiedy przechodziłam przez przedsionek, wiedziałam, że mogłam zrobić to lepiej.

Małe poprawki, wielki efekt

Przy okazji remontu poprawiłam wszystkie elementy, które od dawna miałam na swojej liście.

Większe szczeliny pomiędzy deskami boazerii wypełniłam akrylem, dzięki czemu zniknęły ciemne linie, które wcześniej mocno odcinały się od białej powierzchni. Po pomalowaniu całość wygląda znacznie bardziej estetycznie i sprawia wrażenie wykonanej z dużo większą precyzją.

Pomalowałam również sufit na nowy, jaśniejszy odcień. Była to konieczność, ponieważ farba, której używałam podczas pierwszego remontu, podobnie jak kolor ścian, została wycofana ze sprzedaży. Na szczęście udało się zachować klimat wnętrza, a nowe zestawienie kolorystyczne okazało się nawet lepsze od poprzedniego.

Początkowo zastanawiałam się, czy kaszmirowa boazeria będzie dobrze współgrała z granatem drzwi i tapety.

Dzisiaj mogę powiedzieć jedno – to było zdecydowanie właściwe połączenie.

Ciepły odcień kaszmiru pięknie przełamał chłodną biel, jednocześnie podkreślając głębię granatu i niebiesko-szarej ściany. Całe wnętrze stało się spokojniejsze, bardziej eleganckie i zdecydowanie bardziej przytulne.

Efekt końcowy metamorfozy

Patrząc na tę metamorfozę, utwierdzam się w przekonaniu, że o charakterze wnętrza bardzo często nie decydują wielkie remonty, ale właśnie detale.

Nowy kolor boazerii, listwy, dopracowane wykończenia, uzupełnione szczeliny i kilka poprawek, które przez lata odkładałam na później, sprawiły, że przedsionek w końcu wygląda dokładnie tak, jak wyobrażałam go sobie kilka lat temu.

Jestem ogromnie zadowolona z efektu i cieszę się, że poświęciłam czas na dopracowanie tych wszystkich drobiazgów. To właśnie one sprawiły, że wnętrze nabrało klasy, harmonii i ponadczasowego charakteru.

A teraz jestem bardzo ciekawa Waszej opinii. Dajcie znać, jak podoba Wam się nowa odsłona naszej werandy i czy również uważacie, że czasami to właśnie najmniejsze zmiany robią największą różnicę.

Wpis powstał we współpracy z marką Remmers

wpis powstał przy współpracy z marką Remmers

Related Posts