Dziś chciałabym pokazać Wam coś, nad czym pracowałam przez ostatnie kilka tygodni. Jak widać nie jest to szybka metamorfoza. Nie powiem też, że łatwa, bo naprawdę się nad nią napracowałam.
Ale na pewno było warto, bo udało mi się przywrócić czar czemuś absolutnie wyjątkowemu. Chodzi o nasze prawie stuletnie schody. Pierwsze wzmianki o naszym domu pochodzą z 1936 roku, ponieważ zachował się akt jego sprzedaży. Nie mamy pewności jak stary jest budynek, dlatego piszę o schodach jako „prawie stuletnich”.
Od samego początku, odkąd kupiliśmy stary dom, wiedziałam, że przyjdzie czas na remont schodów. Prawdę mówiąc, uciekałam przed tym tematem, jak tylko się dało. Zdawałam sobie sprawę, że to zajęcie niezwykle czasochłonne, które pochłonie mnie na co najmniej kilka tygodni, jeśli nie miesięcy. Dlatego postanowiłam podzielić cały proces na etapy, aby szybciej móc cieszyć się domykaniem kolejnych prac i poczuciem, że coś zostało naprawdę skończone.
Dzisiaj zajmiemy się elementem schodów zwanych wangę (policzkiem), czyli bocznym elementem konstrukcyjnym schodów. Wanga (potocznie nazywana też policzkiem) to deska lub belka biegnąca po boku schodów. Nasze schody sa tak zbudowane, że wanga jest szczególnie istotna dla wyglądu całego przedpokoju. W następnym etapie planuję zaopiekować się poręczą a w kolejnym stopnicą i podstopnicą.

Wanga, to element starych schodów, który w wielu miejscach był nadgryziony zębem czasu. Zobaczcie sami, u nas nie prezentował się najlepiej i wymagał szybkiej renowacji.

Stare prawie stuletnie schody - historia
Zobaczcie, jak wyglądają nasze schody. Z jednej strony mamy stopnice i podstopnice, które są w całkiem dobrym stanie. I tu muszę zdradzić Wam jedną rzecz, oryginalne stare schody zostały przykryte nowym drewnem i dlatego właśnie niektóre elementy wyglądają na nowe a inne tak, jakby miały się rozpaść od samego patrzenia na nie.
Stare elementy zostały zalane grubą warstwą błyszczącego lakieru, a pod spodem kryje się coś, co przyciemnia drewno. Być może była to bejca, a może zupełnie inna powłoka.

Cała konstrukcja i obudowa schodów jest oryginalna. Na tym fragmencie, który widzicie powyżej widać nawet kawałek starego stopnia, który pokryty był paskudną farbą w kolorze musztardy.
Widać tez jak bardzo były zniszczone, porysowane, zadrapane, po prostu szpetne. A to niemal stuletnie drewno, może być naprawdę piękne, ale trzeba się nim zaopiekować. i to zamierzam zrobić!
Stare prawie stuletnie schody - przed metamorfozą
Stare schody pełne były drobnych dziurek po kornikach i innych drewnojadach, a jednocześnie skutecznie ukryte pod grubą, błyszczącą warstwą lakieru. Lakierem, który przez lata maskował wszystko to, co w tych schodach było najpiękniejsze i co bardzo chciałam odsłonić.
Moim celem było przywrócenie im naturalnej, jednolitej kolorystyki. To, co najbardziej raziło mnie wizualnie, to całkowity brak spójności: jasne stopnice i podstopnice, ciemna wanga (policzki schodów), a do tego jeszcze listwa wykończeniowa w zupełnie innym odcieniu. Efekt był dość chaotyczny , jak prawdziwa kolorystyczna szachownica.
Dlatego podjęłam decyzję, by w tym etapie przyciemnić wszystkie elementy osadzone w wandze, a jasne stopnie zostawić na później. Być może również je przyciemnię, na pewno jednak będą jeszcze ponownie lakierowane. To już jednak kolejny etap prac.
Jak wspominałam wcześniej, postanowiłam podzielić remont schodów na kilka etapów. Szczerze mówiąc, poświęcenie kilku miesięcy na jeden, ciągły projekt absolutnie by się u mnie nie sprawdziło. Mam wiele zobowiązań, dlatego wolę pracować etapami: teraz pierwszy, za jakiś czas drugi, a potem trzeci.

Do metamorfozy schodów użyłam profesjonalnych produktów marki Remmers, które są przeznaczone również do pracy dla fachowców. Zależało mi na rozwiązaniach skutecznych i sprawdzonych, ponieważ miałam do czynienia z bardzo starym, wymagającym drewnem. używam ich od lat i zawsze mi się sprawdzają!
Etap pierwszy renowacji schodów - stara boazeria
Pierwszym etapem metamorfozy było uporanie się ze starą boazerią. Częściowo znajdowała się ona na policzku (wandze) schodów, ale jak to często bywa w starych domach, boazeria pojawiała się także w innych miejscach: przy schodach, na suficie, a właściwie wszędzie tam, gdzie kiedyś chciano szybko i praktycznie wykończyć niewykończone elementy.
Jej kolor był typowo „staroświecki”, koniakowy, mocno wpadający w pomarańczowe tony. I niestety wyjątkowo drażnił moje oko. Nie chciałam jednak malować jej na biało. To bardzo newralgiczne miejsce, często narażone na zabrudzenia – plecaki, buty, codzienny ruch. Zależało mi więc na ciemnym, praktycznym kolorze, który będzie odporny wizualnie na użytkowanie.
Do pomalowania boazerii użyłam dobrze znanej mi farby silnie kryjącej Remmers w kolorze antracytowym (antracytowy RAL 7016**
3624) . To produkt, po który sięgam bardzo często przy różnych metamorfozach. Jej ogromną zaletą jest to, że pełni trzy funkcje jednocześnie: działa jako podkład, farba właściwa oraz warstwa wykończeniowa. To prawdziwe „trzy w jednym”, które znacząco ułatwia i przyspiesza pracę.
Efekt przeszedł moje oczekiwania. Boazeria w matowym ciemnym kolorze, wizualnie uspokoiła wnętrze i sprawiła, ze stało się ono bardziej przytulne. Jeśli jesteście ciekawi innych realizacji z użyciem tej farby, na moim blogu znajdziecie wiele metamorfoz, w których również się pojawia.
Jej wcześniejsza kolorystyka była dla mnie trudna do zaakceptowania, a nowy kolor pozwolił całość wizualnie ujednolicić i uspokoić.


Etap drugi renowacji schodów - usuwamy stary lakier
W drugim etapie sięgnęłam po AGE środek do usuwania farb i graffiti, który znacząco ułatwił zrywanie grubej, błyszczącej warstwy lakieru. Ma on konsystencję kremu, co bardzo ułatwia jego aplikację. Nakładamy go bezpośrednio na powierzchnię drewna i pozostawiamy na kilka godzin. Po tym czasie drewno pokrywa się charakterystycznym, białym nalotem, a stara powłoka jest wyraźnie zmiękczona. Dzięki temu można ją stosunkowo łatwo usunąć za pomocą skrobaków. Najpierw schodzi lakier, a gdy podczas skrobania zaczynamy wyczuwać opór, wystarczy po usunięciu pierwszej warstwy ponownie nałożyć preparat. Druga aplikacja sprawia, że praca znów staje się znacznie prostsza i mniej męcząca.
Ten środek może nie robić spektakularnego wrażenia na pierwszy rzut oka, farba nie odchodzi sama, bez wysiłku. Skrobaki są niezbędne. Jednak realnie skraca czas pracy i ogromnie ją ułatwia. Jestem przekonana, że bez niego musiałabym poświęcić na usuwanie starych powłok zdecydowanie więcej czasu.
Co dla mnie bardzo ważne, preparat pozwolił mi uniknąć używania opalarki. Nie było intensywnych zapachów, dymu ani wdychania oparów. W domu są małe dzieci, a schody to newralgiczny ciąg komunikacyjny a użycie opalarki byłoby po prostu niebezpieczne. Dzięki temu środkowi mogłam pracować bezpiecznie, bez „zadymiania” całego domu.






Etap trzeci szlifowanie
Kiedy schody zostały już oczyszczone ze wszystkich warstw, przyszedł czas na ich zeszlifowanie i przygotowanie do bejcowania.
Do szlifowania schodów użyłam::
papieru ściernego o różnej gradacji: 40, 80, 120, 150
oraz szlifierek Ryobi: szlifierką ręczną akumulatorową 18V ONE+ RPS18-0 i szlifierka akumulatorowa 18V ONE+ R18PF-0
Używałam zarówno długiej szlifierki (R18PF-0), która pozwalała mi dotrzeć do trudno dostępnych miejsc, jak i małej, trójkątnej szlifierki (RPS18-0). Były to narzędzia akumulatorowe , co bardzo ułatwiło pracę, bo mobilność w takim projekcie to ogromna zaleta.






Etap czwarty Walka z insektami
Zapomniałam jeszcze o jednym bardzo istotnym etapie. Jak widzicie, szlifowanie i dokładne oczyszczenie drewna odsłoniły, jak bardzo jest ono zniszczone. Dlatego zastosowałam dodatkowo środek przeznaczony do zwalczania drewnojadów (Anti Insect – środek owadobójczy do drewna, do stosowania przez profesjonalistów) i innych insektów niszczących drewno. Preparatem tym pomalowałam najbardziej uszkodzone miejsca, aby je utwardzić, wzmocnić strukturę drewna i zabezpieczyć je na przyszłość.

Etap piaty koloryzacja - bejcowanie
Następnie przyszła pora na bejcowanie. Do bejcowania schodów użyłam bejcy rozpuszczalnikowej opartej na oleju lnianym o bardzo długim czasie otwartym: OB-008 marki Remmers.
Olej lniany to naturalny olej, który:
wnika głęboko w strukturę drewna, zamiast tworzyć sztuczną warstwę na powierzchni,
odżywia i wzmacnia drewno, co jest szczególnie ważne przy starym, przesuszonym materiale,
podkreśla naturalne usłojenie i rysunek drewna,
daje bardziej szlachetne, głębokie wybarwienie niż bejce wodne.
To właśnie ten preparat pozwolił mi wydobyć naturalne piękno starego drewna, podkreślić jego strukturę i jednocześnie nadać mu głębi oraz szlachetnego wykończenia.
OB-008 to bejca, która nie tworzy sztucznej powłoki na powierzchni drewna, lecz wnika w jego strukturę. Dzięki temu drewno zachowuje swój naturalny charakter, a usłojenie pozostaje widoczne i wyraźnie podkreślone. To szczególnie ważne przy pracy z niemal stuletnim drewnem, które ma swoją historię, niedoskonałości i unikalny rysunek.
Wybrałam dwa kolory:
heban (RC-790) | 2792 – głęboki, ciemny odcień, który nadaje schodom elegancji i wyrazistości,
orzech (RC-660) | 2789 – cieplejszy, klasyczny kolor, idealnie podkreślający naturalność drewna.




Praca z bejcą OB-008 była bardzo przyjemna: produkt łatwo się rozprowadza, równomiernie kryje i pozwala kontrolować intensywność koloru poprzez ilość nałożonych warstw. Dodatkowym atutem jest fakt, że olej lniany zawarty w składzie odżywia drewno, poprawia jego kondycję i przygotowuje je pod dalsze zabezpieczenie.
Co to znaczy, że bejca ma bardzo długi czas otwarty?
Czas otwarty to okres, w którym:
bejca nie wysycha zbyt szybko,
możesz ją swobodnie rozprowadzać, poprawiać, wyrównywać,
nie powstają smugi, plamy ani łączenia.
Przy dużych powierzchniach (jak schody!) to ogromna zaleta.
Etap piaty zabezpieczanie
Do zabezpieczenia drewna po bejcowaniu wykorzystałam HWS-112 marki Remmers: jednoskładnikową powłokę, która chroni powierzchnię drewna, a jednocześnie zachowuje jego naturalny wygląd.
Cechy i zalety HWS-112:
Odporna na uszkodzenia mechaniczne – doskonale sprawdza się na powierzchniach narażonych na ścieranie, zadrapania czy uderzenia, co jest kluczowe w przypadku schodów.
Szybkoschnąca – pozwala na szybkie nakładanie kolejnych warstw, skracając czas realizacji projektu.
Tworzy antypoślizgową powłokę – co zwiększa bezpieczeństwo przy codziennym użytkowaniu schodów.
Minimalna tendencja do wybłyszczania – zachowuje matowy lub półmatowy, naturalny efekt, dzięki czemu drewno wygląda elegancko i nie tworzy sztucznego połysku.
Łatwość aplikacji – jako produkt jednoskładnikowy nie wymaga mieszania ani specjalnych preparatów, co ułatwia pracę i redukuje ryzyko błędów.
Naturalny wygląd drewna – HWS-112 nie maskuje jego struktury, a wręcz podkreśla rysunek słojów, koloryt i głębię bejcowanego drewna.
Dlaczego warto stosować HWS-112 na schodach?
Schody są powierzchnią intensywnie użytkowaną – codzienny ruch, buty, zabawa dzieci, przesuwanie mebli. HWS-112 chroni drewno przed tymi obciążeniami, jednocześnie zachowując jego estetykę i naturalny charakter.
W praktyce, po użyciu tej powłoki schody stają się:
wytrzymałe,
odporne na zarysowania,
bezpieczne dzięki antypoślizgowej powierzchni,
zachowują ciepły, naturalny wygląd drewna, który pięknie współgra z wnętrzem.
Na pewno wykorzystam ją do odnowienia cłych schodów.




Schody po pierwszej metamorfozie
A tak prezentują się już schody po metamorfozie. Zwróćcie uwagę, jak pięknie wyeksponowane jest stare drewno, całość wygląda teraz spójnie i harmonijnie. Oczywiście, to dopiero pierwszy etap. Stopnie nie zostały jeszcze odnowione, a poręcze i barierki czekają na swoją kolej.
Metamorfoza będzie kontynuowana w kolejnych etapach. Planuję je przeprowadzić w wakacje, kiedy w domu będzie spokojniej, a dzieci wyjadą i nie będą non stop biegać po schodach.
Mimo że praca była wymagająca, już teraz mogę powiedzieć, że był to jeden z najbardziej satysfakcjonujących projektów, jakie zrealizowałam w tym domu. Schody odzyskały blask, naturalny charakter drewna i zupełnie nowe życie i już dziś cieszą oko każdego, kto po nich wchodzi.




Tak było a tak jest:




wpis powstał przy współpracy z marką Remmers
