Pomysł na organizację szopy na narzędzia

by Kasia Bobocińska

Wiosna to idealny moment, żeby wreszcie zmierzyć się z tymi przestrzeniami, które przez lata traktowaliśmy jak „przechowalnię wszystkiego”. Dla mnie taką przestrzenią była… szopa na narzędzia. Miejsce, które do tej pory służyło głównie do wrzucania wszystkiego, co miało jakikolwiek związek z ogrodem – bez ładu, bez składu.

Znajdowało się tam dosłownie wszystko – doniczki, wiadra, stare kalendarze, połamane narzędzia, worki z ziemią, a nawet papiery, których pochodzenia i przeznaczenia nikt już nie pamiętał. Wszystko jedno na drugim, jedno w drugim. Niestety, idealne warunki do tego, żeby zadomowiły się… myszy. Sytuacja była już naprawdę poważna – pogryzione torby, podziurawione kartony, ziemia rozsypana na podłodze. Królestwo chaosu.

Krok pierwszy: generalne porządki

Zanim mogłam pomyśleć o jakiejkolwiek organizacji tej przestrzeni, trzeba było zacząć od podstaw – gruntownego sprzątania. Ten etap zajął mi zdecydowanie najwięcej czasu. Wyrzuciłam ogromną ilość rzeczy, które tylko zbierały kurz i miejsce: stare, pożółkłe plastikowe doniczki (tych naprawdę nie lubię i staram się z nich nie korzystać, jeśli nie muszę), zużyte worki, papiery, plastikowe opakowania – wszystko, co już dawno przestało być użyteczne.

Znajdowało się tam dosłownie wszystko – tworząc totalny bałagan. Zamiast to posprzątać przez ostanie lata odkładaliśmy wszystko jedno na drugim, jedno w drugim. Niestety, były to  idealne warunki do tego, żeby zadomowiły się tam… myszy, które bezlitośnie potraktowały wszelkie worki, kartony rozsypując na ziemię nawozy. A to sprawiło, ze było tam nie tylko brudno, ale także unosił się tam specyficzny zapach. 

Bez żadnych sentymentów zabrała się za gruntowne porządki. Zostawiłam tylko to, co naprawdę potrzebne – głównie ceramiczne doniczki i narzędzia w dobrym stanie. Zrobiło się nagle przestronnie i…czysto. Wiadomo że każda dobra organizacja zaczyna się od oczyszczenia przestrzeni a w moim przypadku zapełniłam kilkadziesiąt worków na plastik i metal. 

Po tym co trafiło do śmietnika widzę, że od lat odkładano tu wszystko to co żal było wyrzucić. 

Krok drugi: narzędziowa ściana

Kiedy już szopa została oczyszczona i uporządkowana, mogłam przejść do tego, co najbardziej mnie ekscytowało – budowy tablicy na narzędzia. Moim celem było stworzenie praktycznej ściany, na której zawisną wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy: od małych sekatorów, przez grabie, aż po większe narzędzia ogrodnicze.

Tablica miała ułatwić mi codzienną pracę w ogrodzie, ale była też częścią większego planu – zagospodarowania przestrzeni wokół szopy. Rok wcześniej rozebrałam stare budy, a z jednej z nich zrobiłam bardzo funkcjonalną skrzynię na narzędzia. Użyłam wtedy impregnatu Protect + V33 w kolorze antracytowym – jeśli jesteście ciekawi, jak wyglądała ta przemiana, polecam zajrzeć do [link do tego artykułu → link].

Do tego projektu wykorzystałam Protect + w kolorze biały mat.

Przy rozbiórce budy zostały mi różne płotki. Jeden z nich rozmontowałam na sztachetki – pionowe deseczki przecięłam tak, by miały długość 95 cm. Każdą z nich przycięłam i przygotowałam do montażu. Zmieniłam ich orientację z pionowej na poziomą, dzięki czemu powstał efekt dekoracyjnych listew.

Jak się pracuje z Protect +?

Choć ściana narzędziowa, którą przygotowałam, znajduje się w zamkniętym pomieszczeniu i nie jest narażona na deszcz, śnieg czy intensywne słońce, to i tak zdecydowałam się użyć impregnatu Protect + od V33. To produkt, który doskonale sprawdza się w trudnych warunkach zewnętrznych, ale i wewnątrz daje świetne efekty – zwłaszcza jeśli zależy nam na trwałości i estetyce.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że Protect + pokrywa powierzchnię w 100%, tworząc jednolitą, kryjącą powłokę. W rzeczywistości jednak zostawia piękne usłojenie drewna – nadaje mu charakter i głębię. Jeśli ktoś chce osiągnąć efekt zupełnie gładkiej, jednolitej powierzchni, powinien przygotować się na minimum trzy warstwy. Pierwsza z nich działa głównie zabezpieczająco – to baza, która sprawia, że kolejne warstwy wchodzą równomiernie i pozwalają uzyskać bardziej nasycony kolor.

Mimo że sztachetki, które malowałam, były wcześniej zabezpieczone ciemnym impregnatem, PROTECT® poradził sobie świetnie – przykrył poprzednią warstwę, nadając całości czysty, jasny, lekko wybielony efekt. Małe opakowanie spokojnie wystarczyło na całą tablicę – produkt jest bardzo wydajny, a ja po raz kolejny jestem z niego po prostu zadowolona.

Do malowania używałam pędzla – i tutaj kolejna zaleta: impregnat ma lekką, nieco wodnistą konsystencję, ale świetnie trzyma się włosia. Szybko się rozprowadza, nie chlapiąc na boki, a co najważniejsze – szybko schnie, co zdecydowanie przyspieszyło cały proces. Po kilkudziesięciu minutach mogłam przejść do kolejnej warstwy bez obaw o smugowanie.

Dodatkowy plus? Brak intensywnego, drażniącego zapachu. Protect + jest impregnatem wodorościeńczalnym, więc po zakończeniu pracy wystarczyło tylko umyć pędzel wodą z mydłem.

Sztachetki przykręciłam do dwóch desek nośnych, które wcześniej solidnie zamocowałam do ściany szopy przy użyciu kołków. Zachowałam równomierne odstępy – mniej więcej na szerokość palca – i korzystałam z poziomicy, żeby wszystko trzymało poziom.

Na gotowej tablicy zamontowałam różne haczyki i uchwyty, które znalazłam w swojej skrzynce z narzędziami. Dzięki temu każdy sprzęt ma teraz swoje miejsce – od grabi po nożyce ogrodnicze.

Przed i po: jak uporządkowałam szopę na narzędzia

Efekt końcowy tej metamorfozy naprawdę zaskakuje — i mnie samą, i wszystkich, którym pokazałam zdjęcia. Zobacz tylko, jak wyglądała ta przestrzeń przed – totalny chaos, góra rzeczy wrzuconych bez ładu i składu, rozsypana ziemia, poprzewracane narzędzia, a na dodatek… zapach, którego nie sposób opisać. Myszy przegryzły worek z nawozem, a ściany i podłoga pełne były śladów ich obecności. Nie sposób było się tam odnaleźć, nie mówiąc o znalezieniu czegokolwiek potrzebnego do pracy w ogrodzie.

Tutaj widać, jak dramatycznie wyglądało pomieszczenie przed porządkami — zagracone od podłogi po sufit, z każdej strony.

A teraz spójrz na to! Po wielu godzinach pracy, selekcji, wyrzuceniu plastikowych doniczek i stworzeniu własnoręcznie zbudowanej tablicy na narzędzia, szopa zyskała nowe życie. Jasna, schludna, funkcjonalna i po prostu przyjemna. Każde narzędzie ma swoje miejsce, a przestrzeń zachęca do działania.

Dzięki tej metamorfozie nie tylko odzyskałam kontrolę nad przestrzenią, ale też zyskałam ogromną satysfakcję z dobrze wykonanej pracy. To przykład, że nawet najbardziej zapomniane miejsce można przekształcić w coś naprawdę praktycznego i estetycznego.

Related Posts