To jest mój czas i dokładnie wiem, co mam z nim zrobić MÓJ CZAS #3

To jest mój czas i dokładnie wiem, co mam z nim zrobić MÓJ CZAS #3

To jest mój czas i dokładnie wiem, co mam z nim zrobić. Jak często w Waszej głowie kiełkuje taka myśl? Jak często staracie się zrobić wszystko, aby osiągnąć to co zaplanowaliście? A jak często robicie dosłownie wszystko, żeby to zrealizować? Pomiędzy świadomością a działaniem jest ogromna przepaść. Nie wystarczy wiedzieć, chcieć, trzeba działać!  Jak długo musimy dojrzewać do wprowadzenia w życie naszych decyzji?

Muszę Wam powiedzieć, że obecność na konferencjach typu SeeBloggers, pozwala nam uświadomić sobie potrzebę zmian. Motywujemy się do nich. Pytanie tylko na ile jest to silne, żeby zmiany wprowadzić w życie? Będąc na konferencji dostajemy przepis na sukces w pigułce, tzn. wiemy kto przebył tę drogę, wiemy jak to zrobił i wiemy jakie problemy natrafił po drodze. Jedyne co musimy zrobić, to zastanowić się jak jego doświadczenia możemy dostosować do naszej działalności. Nie kopiować! Nie iść krok po kroku za nim depcząc po jego śladach. Nie. Skorzystać z jego wiedzy do wprowadzenia zmian lub zaplanowania projektu spójnego z nami, naszym profilem działalności. Wiemy już praktycznie wszystko. Wiemy jak osiągnąć sukces ( a przynajmniej utwierdzamy się w tym przekonaniu), wiemy co mamy zrobić i… nie robimy nic. Zawsze po drodze natrafimy na jakieś problemy. A to nie mamy czasu, bo mamy dzieci, bardzo angażującą i pochłaniającą nasz cały czas pracę – zawsze coś!  I teraz albo zapomnimy o tych przeszkodach w myśl zasady: szukaj sposobów a nie powodów, albo odwiesimy nasze marzenia kółku. Zostawimy je na później. Będą nam ciążyć na sumieniu aż któregoś dnia obudzimy się z poczuciem klęski.  Poczekamy jak ktoś przyjdzie i zrobi to samo, tylko lepiej a my pozostaniemy z poczuciem niewykorzystanej szansy.

Proste prawda? Tylko, dlaczego wciąż muszę sobie o tym przypominać?  Od zeszłego roku staram się w prowadzić pewną zmianę w moim świecie. Rozszerzyć swoją działalność i co? Na razie znajduję same powody, aby nie iść za tym co podpowiada mi intuicja. Im bardziej próbuję to zrobić, tym bardziej staje się to trudne. Gdybym w styczniu zaczęła to robić, już osiągnęłabym jakiś poziom. A ja? A ja stawiam przed sobą kolejne trudności. One się piętrze a ja dostaję gęsiej skórki na samą myśl o działaniu. Co zrobiłam? Popełniłam podstawowy błąd! Miałam w głowie zaplanowane działania i stałam biernie w miejscu!

I wiecie co? Najlepsze co wyciągnęłam z tegorocznego SeeBloggers, to nie tylko masa przydatnych rzeczy, które chce wprowadzić w życie “od teraz” “na już” – to dzieje się po każdej konferencji – dowiedziałam się, że osoby, które dawno temu osiągnęły swój sukces, też mają trudności z utrzymaniem się na poziomie “high”. To całkowicie normalne, że mając na koncie serię sukcesów drżymy wręcz o to, że to utracimy. Do tego stopnia, że jesteśmy bardzo ostrożni w pokonywaniu kolejnych dystansów. Mamy nogi skostniałe i idziemy z duszą na ramieniu. A przyjdzie ktoś, ze świeżym podejściem i zrobi to dwa razy lepiej i dwa razy szybciej. Albo idziemy do przodu, albo stoimy w miejscu.

Dość. Odtąd zrobię wszystko, żeby osiągnąć to, co sobie postawiłam za cel i niech ktoś spróbuje mnie zatrzymać!  🙂
Jak długo miałam te wszystkie niewykorzystane szansy?

A jeśli o cele chodzi, to kochani, co roku od trzech lat w planach na następny rok wpisywałam: “Dostać się na BFGDAŃSK”. Co roku zaraz po SeeBloggers płakałam w rękaw męża, pytając “Co robię źle?”. W tym roku zapomniałam to zrobić.  Co więcej zgłoszenie wysłałam z komórki, odpowiadając na pytania jednym, dwoma zdaniami. Bardzo lakonicznie. I wiecie co? Dostałam się! Odstałam swoje w kolejce i kiedy tak naprawdę przestało mieć to dla mnie tak wielkie znaczenie, żeby uwzględnić to w swoich celach na 2017, to udało się. Co by nie mówić, cieszę się jak wariat. Dla zasady! Im bardziej chcesz, tym bardziej nie wychodzi a jak podejdziesz do różnych spraw na luzie, one dzieją się same.

Czas nad morzem, choć krótki był pełen wrażeń. Bardzo inspirujących spotkań i ciekawych znajomości wreszcie spoza środowiska wnętrzarskiego. Miałam ostatnio poczucie, że całe te nasze środowisko, kisi się w sosie niczym te ogórki w słoiku.  Ile można? Poznanie nowych osób i kilka opinii na temat postrzegalna blogów wnętrzarskich utwierdziło mnie w przekonaniu, że było to jedno z lepszych doświadczeń podczas całego wyjazdu nad morze. Dawno tak szczerze nie śmiałam się z siebie jak podczas podróży błękitną strzałą do i z Gdyni (“tato”, dziękuję).

A to już kolorowe mieszkanie, w jakim przyszło nam się zatrzymać z Martą Rusek-Cabaj, podczas naszego pobytu w Gdyni. Zdjęcia dedykuję Dagmarze z FORelements.

Nawiązując do morza, płynnie przejdziemy do przyjemności, jakie próbuję zorganizować dzieciakom w mieście, w oczekiwaniu na upragniony urlop. Bardzo bym chciała wyjechać w tym roku, choć na kilka dni. Dzieciaki bardzo nas do tego motywują. My jednak mamy za sobą spore wydatki i póki co, jest to bardzo niepewne. Żeby nie tracić lata poszliśmy do warszawskiego zoo. Ceny biletów zwalają z nóg i niestety na dzień dobry wita nas plac budowy, ale to jednak nie ważne. Grunt, że dzieciaki są zachwycone! Popatrzcie tylko jak jest tam pięknie:

Za chwilę zaczynamy “brudną” cześć remontu. Dlatego, obecnie jeszcze każdą wolną chwilę spędzamy na uprzątnięciu i przygotowaniu domu do remontu. Przy dwójce dzieciaków asystujących mi na każdym kroku, jest mi trochę trudno się zorganizować, dlatego na działkę zabieram rodziców. Tata przygotowuje torbę kanapek, mama owoce i jedziemy robić sobie piknik. Dzieciaki zajęte grą w piłkę pod czujnym okiem dziadków, nie odrywają mnie od pracy i mogę robić dla Was sesję wnętrz “before”. Część z Was zastanawia się pewnie, dlaczego nie pokazałam Wam jeszcze domu i nie opisałam go w oddzielnym wpisie. Odpowiedź jest bardzo prosta. Ze względu na różne ustalenia związane z zakupem domu, o których Wam na pewno napiszę we właściwym czasie, musiałam milczeć. Po prostu. Zależało od tego wiele rzeczy, które mówiąc najprościej, mogłabym stracić. Teraz mam do nadrobienia aż 4 miesiące.  Cztery miesiące: emocji, euforii, spadków formy, załamań, walki, płaczu i wielu innych rzeczy, do których teraz muszę wrócić. Nie przychodzi mi to łatwo. Zbiorę się jednak w sobie i za chwilę zobaczycie na blogu wpis kończący etap poszukiwań i rozpoczynający etap remontu.

Leżak, kosz piknikowy, dzbanek z szklankami – DUKA

Póki co na blogu pojawiła się specjalna zakładka: STARY DOM

Znajdziecie w niej wszystko co do tej pory opublikowałam w cyklu “Never ending story“. Podzieliłam ją też na cztery kategorie:

POSZUKIWANIA – tam będą posty poświęcone poszukiwaniom starego domu oraz wszystkim etapom, jakie trzeba przebyć, aby stać się właścicielem starego domu.

PROJEKTY znajdziecie tu plany remontowe i wykończeniowe dotyczące naszego starego domu

URZĄDZAMY  dotyczyć będzie konkretnych rozwiązań, jakie zastosowaliśmy w naszym domu

MIESZKAMY to relacja z efektu finalnego i nasze perypetie związane z zamieszkaniem w starym domy.

Wydaje mi się, ze taka organizacja ułatwi Wam dostęp do materiałów jakich poszukujecie!

A Wszystkich fanów starych domów zapraszam do grupy na facebooku: W starym domu! Znajdziecie tam pełno inspiracji dotyczących urządzenia starego domu i nie tylko.

Wracając, jednak do ogrodu, mając w planach tak obszerną akcję remontową w domu, nie mogę nie planować też uratowania starego ogrodu.

Jak wiecie, z początkiem lipca kupiliśmy stary dom z mocno zaniedbanym ogrodem. I o ile dom i jego remont nie stanowią dla mnie problemu, umówmy się: to mój chleb powszedni, to już ogród i prac z zielenią, to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Trochę wręcz przerażające. Wiem, że otaczają mnie zioła i kwiaty, ale nie mam pojęcia jakie. Szukając przewodników i atlasów z gatunkami kwiatów trafiłam na trzy pięknie wydane książki o roślinach:

SEKRETY ROŚLIN I ZWIERZĄT

Świetna książka. Napisana okiem taty wychowującego małą dziewczynkę: Josephine:

Wszystko zaczęło się od tego, że moja roczna córeczka Josephine bez przerwy zasypywała mnie pytaniami dotyczącymi otaczającego nas świata. Książka, którą trzymasz w ręku, to nieplanowany efekt moich prób udzielenia odpowiedzi na jej pytania”

Córeczka pyta: Co to? a tato raz kolejny odpowiada drzewo. W końcu Nathanael postanowił dowiedzieć się co to za drzewo i tak zaczęła się jego historia odkrywania gatunków otaczających jego miejsce San Francisco:

“Następnego dnia wsadziłem Josephine do nosidełka nieco wcześniej, tak że mogliśmy zmienić trasę i wstąpić do księgarni. Kupiłem używany egzemplarz The Trees of San Francisco.”

“Umiejętność poznania drzew wzbogaciła moje życie”.

Okazuje się, że o ile o faunie i Florze Sierra Nevada napisano wiele przewodników, to o życiu roślin w mieście praktycznie nic. To nieodkryte terytoriom i obszar badań.

“Gdy Kevin Matteson, ekolog z Uniwersytetu Fordham na Bronxie, zwyczajnie przystawał na chwilę przy każdym z kwiatów podczas spaceru po Nowym Jorku,zidentyfikował 227 gatunków pszczół. Z kolei gdy Rob Dunn, biolog z Uniwersytetu Północnej Karoliny, poprosił jednego ze swoich podopiecznych ze studiów magisterskich, aby rozejrzał się nieco w trakcie wizyty na Manhattanie, ten odkrył nieznany dotąd naukowcom rodzaj mrówki “

Książka Sekrety Roślin i Zwierząt Nathanaela Johnsona jest świetna. Po jej przeczytaniu mam ochotę chwycić notes i pędzić na odkrywanie nieznanych gatunków roślin i drzew. A moja przygoda będzie na tyle owocna, że na w tej chwili, umiem odróżnić może 5 gatunków drzew 🙂

DZIKA SPIŻARNIA

Dzika spiżarnia w przeciwieństwie do Sekrety Roślin i zwierząt to bardziej atlas. Dowiemy się po jej przeczytaniu: jak bezpiecznie zbierać dzikie rośliny, jak je identyfikować oraz co możemy z nich zrobić po zebraniu. Na końcu książki znajdują się przepisy na sałatki, ciastka, sosy, napoje, które możemy urozmaicić, właśnie zebranymi w naszym ogródku. Oczywiście warto pamiętać o wszystkich roślinach,które mogą być dla nas trujące jak: jaskier, łubin, naparstnica i wiele innych. Wszystkie dokładnie opisane i sfotografowane, aby ułatwić ich identyfikację.

Opis każdej rośliny zawiera: zdjęcie, nazwę łacińską, elementy jadalne, opis smaku, właściwości lecznicze, pomocne wskazówki, jak rozpoznać, oraz krótki opis: zdaniem autora. Do niektórych roślin dołączona jest tabela ze składnikami odżywczymi.

Polecam Wam bardzo książkę: Dzika spiżarnia, Sergei’a Boutenko.

DIY KOSMETYKI NATURALNE

Skoro już potrafimy zbierać rośliny to czas zrobić z nich naturalne kosmetyki! Unikalne receptury na specyfiki do ciała jak masła, kule do kąpieli, kremy do twarzy, toniki, maseczki, szampony oraz odżywcze eliksiry! Mnie to przekonuje, a Was?

Odkąd byłym kiedyś na warsztatach z przygotowywania naturalnych kosmetyków pociąga mnie ten temat! Oczywiście, marzę o tym. aby zacząć przygodę z naturalnymi kosmetykami, ale trochę później, kiedy uporam się z moim remontem.

Książki są naprawdę pięknie wydane! Jedną zamówiłam dla Was!

Jeśli chcecie otrzymać ode mnie książkę : SEKRETY ROŚLIN I ZWIERZĄT wystarczy, że odpowiecie na pytanie: Jaki kwiat jest Waszym ulubionym? 🙂

Co trzeba zrobić?

Zostawić w komentarzu na fb pod postem konkursowym zdjęcie lub opis rośliny, o którą najbardziej dbacie i kochacie w swoim otoczeniu. W skrócie: mamy kwiatka, podlewamy go, lubimy go, wrzucamy zdjęcie zrobione komórką pod postem na fb tu link—-> Proste? Czekam na wasze zgłoszenia do końca przyszłego tygodnia – 6.08.2017!

Miłego dnia!

Udostępnij