7 GRZECHÓW GŁÓWNYCH- złota galeria

7 GRZECHÓW GŁÓWNYCH- złota galeria

Nie bez przyczyny zatytułowałam ten post: 7 grzechów głównych. Jesteśmy tylko (lub jak wolicie aż) ludźmi i popełniamy błędy. Cały czas. Niektórzy potrafią się do nich przyznać (chwała im za to) a niektórzy będą kreować wizerunek człowieka nieomylnego. U mnie zawsze przeczytacie tak, jak było naprawdę – schrzaniłam projekt, to mam odwagę się do tego przyznać. Coś mi wyszło niespodziewanie dobrze – będę się tym chwalić.

Czasami nieplanowany efekt okaże się ogromnym sukcesem – cały czas przecieram oczy ze zdziwienia, że tak wspaniale zareagowaliście na przemianę drzwi (widzieliście już moje ciemnofioletowe drzwi?). Do tego stopnia zadowolona jestem z efektu, że wręcz obawiam się kolejnych kroków, żeby czegoś nie popsuć. Żartuję, oczywiście. Zaryzykuję z krokiem numer dwa już wkrótce. Wcześniej małe testy i wybieranie koloru, ale zanim na blogu pojawi się szczegółowa relacja, dziś będzie o błędach, czy raczej grzechach projektowych, które mam na sumieniu.

Na fali samokrytycyzmu, odsłaniania nieuporządkowanych zakamarków domu czy pokazywania brudnego zlewu, ja uraczę Was dziś swoimi grzechami. Nigdy nie udało mi się wykreować sztucznego wizerunku pani idealnej, więc nie muszę schodzić (bądź spadać) z wysokiego piedestału.

Wracając do błędów, to oczywiście, że je popełniam, ale na szczęście jestem ich świadoma. W salonie jest ich przynajmniej 7. Dziś odsłaniam pierwszy, czyli galerię ścienną. Na usprawiedliwienie dodam, że większość z tych błędów popełniałam na etapie planowania w 2008, zanim zaczęłam się kształcić w dziedzinie projektowania wnętrz. I samo słowo “projektowanie”, zupełnie tu nie pasuje, bo w zasadzie projektu nie było. Były za to tablice inspiracji i wielkie plany, na piękne mieszkanie.

Tak też było z galerią. Pomyślałam: fajna rzecz. Początkowo w planach miałam powieszenie w niej zdjęć z naszych podróży do Wietnamu, Kambodży czy Tajlandii, ale później przyszły dzieci i tysiące zdjęć prezentujących każdą ich minkę. Galeria się zmieniała, ciągle dochodziły do niej nowe ramki, wieszane zupełnie chaotycznie. Zaczęłam od 5 (ramki, to był wtedy spory wydatek w naszym budżecie i nie stać nas było, żeby kupić od razu ramki na całą ścianę, więc raz kupiłam 5 potem 3 i tak zbierałam). Wielokrotnie zmieniałam układ galerii, łatając dziury gładzią szpachlową. Za brak planu trzeba płacić.

A najgorsze jest to, że galeria kończyła się w połowie ściany! Serio! A potem był wielki plakat z liściem. No super! Majstersztyk!

Moje 7 grzechów głównych. Nazbierało się ich trochę, choćby ściana z telewizorem z wiszącymi kablami, krzywo położona mdła tapeta, okropna kanapa, kinkiety reflektorki do niczego nie pasujące, dekodery szpecące szafkę pod telewizorem i właśnie – NIEDOKOŃCZONA GALERIA.

Korzystając z wyprzedaży postanowiłam coś zmienić. Kupiłam 21 złotych ramek i zlikwidowałam niedokończoną galerię na ścianie głównej. Odtąd galeria będzie tylko w jednym miejscu: wokół drzwi.

złota galeria

Tym razem wszystko precyzyjnie zaplanowałam i wieszałam z użyciem poziomicy.

Zanim jednak zrobiłam wiertarką dziury w ścianie, to odrysowałam na szarym papierze kształty obrazków. Dzięki temu miałam wszystko zaplanowane, łącznie z każdym otworem, który trzeba było wywiercić. Zamiast na ścianie robiłam otwór dziurkaczem na kartce. Tak, tak, tak – wreszcie wywierciłam coś sama! Dzięki Bogu sprawdziłam wcześniej zdjęcia remontowe, aby zobaczyć jak biegną kable, bo inaczej jedna dziurka pozbawiła by nas prądu. Maż beztrosko zostawił mnie z wiertarką i zamontowanym wiertłem – co za brak odpowiedzialnośći!  Uff, myślenie całe szczęście mnie nie zawiodło i dzięki temu jedna z ramek zawisła na ścianie za pasków samoprzylepnych.

Tak to wyglądało. Ja widzicie do wiercenia nie zdejmowałam papieru

Tak zaplanowana galeria pozwala dokładnie odmierzyć odległości i dobrać wielkości ramek. Ja zmieniałam jej układ dopasowując go do ramek, które posiadałam a i tak skończyło się na tym, ze musiałam cztery dokupić. Tak samo ułatwiło mi to wybór zdjeć do druku. Zdecydowałam się na to, aby wszystkie były czarno-białe. Photoshop i filtry od Natalii, bardzo ułatwiły mi sprawę. Do zmiany zdjęć użyłam filtrów jeżyna i aronia z zestawu filtrów podstawowych.

A na koniec rozwiązanie zagadki. Wiele osób, po ostatnim poście, pytało mnie, co leży na fotelu. Ktoś z Was nawet myślał, że to torebka i pytał, gdzie ją kupiłam. Jest to pled w granatowym kolorze z brązowym paskiem (ULLIVER):

Ta ramka z łańcuszkiem, choć piękna, wisi tu tylko tymczasowo. Niedługo cegła zmieni kolor i zostanie inaczej zaaranżowana. Póki co, niech chwilę cieszy oko tutaj a później znajdzie stałe miejsce w salonie.

A tu już galeria w pełnej okazałości! Nie mogę się napatrzeć na te zdjęcia. Co zrobić, jestem sentymentalna i lubię otaczać się zdjęciami najbliższych.

złota galeria

W zeszłym miesiącu udało mi się zaszaleć na wyprzedaży i dzięki temu koszt nowej galerii był przynajmniej o połowę mniejszy.

Do aranżacji użyłam ramek w 3 wielkościach:

Ramka VIRGIL 13×18, 12,95zł, Jysk -mnie udało się je kupić na wyprzedaży na 4zł

Ramka VIRGIL 18×24, 19,95zł, Jysk – kupiłam za 8zł

Ramka VIRGIL 24×30, 24,95zł, Jysk– kupiłam za 12zł

Latarenka EJNAR, 49,95, Jysk, zapłaciłam 35zł

koc ULLIVER, 139zł Jysk,upolowałam za 65zł

Ramka na łańcuszku GODVIN, 29,95zł, Jysk

A Wy macie na sumieniu jakieś grzechy remontowe? Ciekawa jestem co u Was nie wyszło. Dajcie mi koniecznie znać. Może ktoś inny skorzysta i ni popełni naszych błędów.

 

Udostępnij