MOJE REMONTOWE MUST HAVE, CZYLI 5 RZECZY, JAKIE MAM ZAWSZE POD RĘKĄ

MOJE REMONTOWE MUST HAVE, CZYLI 5 RZECZY, JAKIE MAM ZAWSZE POD RĘKĄ

Jestem kobietą, która żyje w remoncie permanentnym! Niektórzy “wychodzą” z remontu, niektórzy w niego “wchodzą” a ja mam go na co dzień, 365 dni w roku. Tak już mam i tego nie zmienię, a przynajmniej na razie. Jestem kobietą z pasją i lubię po prostu lubię jak “coś się dzieje” a w remoncie zawsze “coś” się dzieje. Tylko nie zrozumcie mnie źle, po pierwsze remont daje w kość, bez względu na staż i nieważne, czy robisz go miesiąc, czy 365 dni, tak samo zaskakuje i wkurza. Po drugie, do remontu nigdy nie jesteśmy w stanie się w 100% przygotować, ani mentalnie, ani finansowo. Dziś zaprezentuję Wam moje remontowe must have, czyli kilka rzeczy, bez których nie mogłabym się obyć podczas remontu. Od 2-3 lat nauczyłam się dokładnie, co jest mi potrzebne, co powinno być zawsze pod ręką, aby ogarniać małe i duże kryzysy budowlane. Kiedy wpadnę na ciekawy pomysł, kiedy chcę coś zmienić, nie muszę odkładać tego na później. Mogę działać.

Cenne umiejętności

Remonty bardzo wiele mnie nauczyły. Fakt, faktem, często na swoich bolesnych błędach. Oprócz przydatnej wiedzy ogarniania kryzysów zyskałam też wiele praktycznych umiejętności. Po pierwsze nauczyłam się kłaść gładzie! Tak, tak, nadal szokuję tym moich fachowców, szczególnie tych którzy tych umiejętności nie posiadają. Wkrótce podzielę się z Wami efektem moich prac, bo w przedsionku, po zdjęciu boazerii sama wygładziłam ściany. Nauczyłam się też dobierać odpowiednie narzędzia, aby się nie przemęczać. Jeśli coś można zrobić łatwiej, to po co sobie utrudniać? Wymieniłam “ciężki” sprzęt na bardziej poręczny i…

…. po drugie, nauczyłam się wiercić, wkręcać, przykręcać. Nic wielkiego, powiecie! O nie, nie, nie! Dotąd stałam, biernie i czekałam na męża, aż wróci z pracy i mi coś przykręci, bo kontakt z ogromną ciężką wiertarką przyprawiał mnie o zawrót głowy. Nadal staram się unikać wiercenia w murze, czy montażu na kołki, ale dzięki zmianie sprzętu na bardziej poręczny (żeby nie rzec kobiecy, bo odkąd w naszym domu pojawił się IXO korzystają z niego wszyscy) czuję się bardziej samodzielna. Nawet mój mąż porzucił niewygodną wkrętarkę i za jego pomocą skręcił wszystkie szafki kuchenne.

Mała wkrętarka IXO dociera w trudno dostępne miejsca

3 lekcje życiowe

Pierwsza życiowa prawda, jaką chcę się z Wami podzielić, to BĄDŹ PRZYGOTOWANY. Bo, pomimo że zaskoczeń nie unikniemy, to warto starać się do remontu przygotować, najlepiej jak się da. Ja podczas wielu remontowych wpadek odebrałam wiele życiowych lekcji. Wiadomo, że najlepiej uczyć się na błędach, najlepiej nie swoich, ale te nasze edukują nas najbardziej. Spośród tych wszystkich przygód, rysują się proste wnioski. Niezwykle ważne jest, żeby być przygotowanym na każdą ewentualność. Jak do każdego egzaminu czy ważnego spotkania. Im więcej będziemy wiedzieć przed samym remontem, tym mniej rzeczy nas zaskoczy. Nigdy nie można powiedzieć: „Nie wiem, jakoś to będzie” lub Niech pan robi, przekonamy się co będzie dalej. Takie podejście zwykle kończy się wykonywanie podwójnej roboty lub podwójnymi kosztami. Nie da się być w 100% przygotowanym do remontu, ale można zawsze mieć plany awaryjne B i C, gdyby plan A zawiódł.

Hitem, hitów było zaufanie hydraulikowi w sprawie montażu kominka z płaszczem wodnym, co skończyło się trzykrotnym kuciem świeżo ukończonych tynków w jadalni.

Kiedy szykujemy się do szkoły lub na jakiś ważny egzamin ważne jest, aby przygotować dobrze głowę, ale też nie zapomnieć rzeczy, które będą nam potrzebne do zdania np. egzaminu. Z remontem jest podobnie. Powinniśmy być przygotowani zarówno do dokonania drobnych pomiarów jak i zrobienia szczegółowych szkiców. Dlatego tak ważne jest to. aby mieć zawsze coś do pisania: ołówek, zeszyt, miarkę i nie biegać w popłochu, czy pożyczać od innych rzeczy niezbędne do wykonania pomiarów.

Taśma pomiarowa w dalmierzu Zamo precyzyjnie zmierzy obwód lampy

LADY CHAOS – dobra organizacja to podstawa. Dezorganizacja pracy swojej i innych to pierwszy krok do katastrofy. Mając nawet najlepszą ekipę budowlaną, trzeba nią zarządzać, ale rozsądnie. Jeśli fachowcy mają jakiś plan na dany dzień, to nie odciągajmy ich od roboty, mówiąc: “Panie Mareczku, jeszcze to by pan zrobił”!

Dokładnie określmy budżet i harmonogram prac. Budżet pewnie będzie przekroczony, a część prac się opóźni, ale warto mieć to zaplanowane, żeby mieć punkt odniesienia i na przykład później wymagać od swoich pracowników więcej. Warto mieć jeden zeszyt, w którym są wszystkie dokumenty związanie z danym projektem. Kilka różnych zeszytów z notatkami prowadzi do chaosu.

Podobnie chaos i dezorganizacja zapanuje, gdy nie będziemy pewni czego dokładnie chcemy od naszych fachowców. Wtedy zaczynają się poprawki, nieporozumienia i strata czasu. Konkrety. Ma być zrobione to i to w tym i tym czasie. Bez lania wody i wizji o tym jak ja sobie to wnętrze wyobrażam po remoncie. Fachowcy znają swoją pracę, natomiast my musimy znać nasz projekt w 100 %.

Pamiętam, że na początku wydawało mi się, że jak będę miała pomysł na wnętrze oraz wykażę się artystycznymi zdolnościami to wystarczy. O nie! Do ukończenia projektu potrzeba znacznie więcej niż wizja projektanta, którą on tylko ma w głowie. Ważne jest umiejętne przekazanie wiedzy oraz dobra komunikacja z fachowcami. Dobrze zwymiarowane plany na wszystko, profesjonalizm i wiedza to też nieodzowne elementy udanego projektu. Inaczej współpraca z taki “artystą” będzie przekleństwem dla obu stron.

Dalmierz Zamo + 3 końcówki z poziomicą, miarką oraz kołem pomiarowym

DOBRZE WYKONAJ POMIARY. Najważniejszy etap – wymiarowanie. Zmierz dwa razy, a jeśli trzeba to nawet trzy. Od tego może rozpocząć się seria błędów. Ważne jest też abyśmy pomiary opierali na dobrym sprzęcie, takim, któremu możemy zaufać.  Ja jestem zachwycona dokładnością i precyzacją pomiarów dokonywanych przez miarkę elektroniczną, czyli dalmierz Zamo.

Taśma pomiarowa w dalmierzu Zamo

Przy pomiarach ważne jest jednak nie tylko dobre narzędzie pomiarowe. Pomiary warto wykonać w pustym pomieszczeniu, aby nic nam nie umknęło. Kiedyś za zadanie miałam pobrać wymiary w pewnym małym mieszkanku, które właśnie zmieniało właściciela. Niestety, wszytko zaplanowane było tak szybko, że wymiary trzeba było pobrać wtedy, kiedy byli właściciele jeszcze w nim mieszkali, w pełnym umeblowaniu. Dopiero po opróżnieniu mieszkania okazało się, że ściany szły krzywo i wymiar przy oknie był o 10 cm krótszy od tego w naprzeciwległym punkcie pokoju. W mały mieszkaniu 1 cm wiele zmienia a 10 cm to już w ogóle!

Koniec końców, nikt nie będzie pamiętał że ta ścianka na projekcie miała być 10 cm krótsza a wszyscy będą oceniać projekt całościowo i taki babol pójdzie na konto projektanta.

Nie da się też uzyskać dobrych efektów, jeśli nie szanujemy swoich pracowników. Kiedyś byłam na takiej budowie, gdzie jeden z inwestorów zatruwał życie swoim pracownikom. Nie szanował ich wycierał się “Kur…a co to ma być, matole”. W efekcie czego, podczas jego obecności, na budowie atmosfera była tak ciężka, że nie dało się oddychać. Ja zdecydowanie bardziej wolę atmosferę szacunku i zaufania. Nawet jeśli mam być 3 razy oszukana to i tak z tego nie zrezygnuje. Tak zostałam wychowana i nie mogę nie okazywać szacunku i wdzięczności za dobrze wykonaną pracę! Szanuj, ale wymagaj.

Koło pomiarowe – dalmierz Zamo

Moja torebka – moje remontowe must have

Dobrze przygotowany projektant, to też dobrze spakowana torebka. Ostatnio zorientowałam się, że łatwiej znaleźć w niej garść śrubek niż garść bilonu oraz że szminkę i puder dawno już zastąpiły szpachla do drewna i silikon. Robiła się też coraz cięższa, bo tyle rzeczy by się przydało podczas budowy. Pomyślałam wiec o zmianach. Nadal na budowę zabieram moją torbę, która z założenia jest torbą fotograficzną i w środku ma pełno przegródek na aparat, obiektywy, ale równie świetnie się sprawdza do transportowania kilku niezbędnych narzędzi, bez których podczas rozmowy z fachowcami, czy podczas rozwiązywania kryzysów, nie czułabym się tak pewnie. I tu właśnie dochodzimy do sedna dzisiejszego posta, czyli odpowiedzi: co to za rzeczy bez których nie dałabym sobie rady na budowie?

Moje remontowe must have myślę, że nie zaskoczy nikogo, kto ma choć odrobinę wspólnego z projektowaniem lub remontowaniem. Dlaczego? Bo po 5 minutach na budowie na 100% przyda Wam się jedna z tych rzeczy. Za to ciekawostką może okazać się dla Was to, że dzięki małemu sprytnemu urządzeniu, jakim jest dalmierz Zamo udało mi się zastąpić aż 3 z 5 rzeczy na mojej liście must have. Co to za rzeczy i dlaczego uważam ze są niezbędne?

  1. ołówek, zawsze warto mieć go pod ręką. Nigdy nie widmo, gdy będzie trzeba coś narysować czy na ścianie np. zaznaczyć gniazdko czy na podłodze np. określić miejsce gdzie kończy się szafka. Polecam ołówki budowlane, znacznie lepiej widać wtedy linie i tak szybko się nie złamią jak biurowe.
  2. miarka zwijana, czyli absolutny must have na budowie. Używana 100 razy dziennie, żeby sprawdzić, czy wszystko idzie zgodnie z projektem. Miarka swoje waży, więc żeby odciążyć torebkę zastąpiłam ją odpowiednią końcówką do dalmierza Zamo. Malutka, leciutka końcówka z miarką zwijaną zastąpiła mi typową metalową miarkę pomiarową a przynajmniej w niektórych, mniejszych pomiarach (0,5 cm do 1,5 m).

Jedno małe urządzenie a tyle funkcji!

3. dalmierz. Jeśli do zmierzenia mamy naprawdę długi odcinek możemy skorzystać z dalmierza Zamo, który ma zasięg 20 m. Korzystam z dalmierza od kilku lat i naprawdę nie wiem jak mogłam jeszcze kilka lat temu wyginać śmiało ciało, żeby zmierzyć odległość od podłogi do sufit

4. poziomica to kolejna rzecz, którą warto mieć pod ręką. Natomiast elektroniczna poziomica to było od zawsze moje marzenie. Żałuję, ze nie miałam jej w domu jak wieszaliśmy szafki. To absolutnie wspaniałe urządzanie, dzięki któremu jestem w stanie wyznaczyć na przykład jeden poziom do zawieszenia galerii obrazków. Tradycyjną poziomicę zastąpił dalmierz Zamo z końcówką z poziomicą. Jedno małe urządzenie i tyle możliwości!

Jeśli powierzchnia na której położymy dalmierz nie jest zbyt równa możemy uzyskać idealny poziom dzięki możliwości obrotu główki poziomicy

5. to oczywiście mała wkrętarka IXO, która dzięki swoim niewielkim gabarytom jest lekka i mieści się bez problemu w torebce. To właśnie dzięki niej przekonałam się do wkręcania, śrubek, oczywiście.

6. Jako typowa kolorystka lubię mieć też w torebce zawsze pod ręką choć mały wzornik kolorów. Nigdy nie wiem kiedy przyjdzie mi ochota na inspirację czerpaną z natury i otaczającego nas świata. Wtedy zawsze lubię znaleźć odwzorowanie dla tego koloru w wzorniku który mam w torebce. Choć moim wielkim marzeniem jest posiadanie czytnika kolorów, który dany kolor odzwierciedlałby od razu w palecie RAL, CMYK lub RGB.

 moje remontowe must have
No to co oswoiłam Was trochę z tematyką remontów? Mam nadzieję, że tak! A teraz planujcie, planujcie wakacyjne remonty i metamorfozy w końcu teraz jest na to najlepszy moment 🙂
Mam nadzieję, że moje rady okażą się dla Was przydatne. Jeśli właśnie przygotowujecie się do wielkiego remontu, to przede wszystkim wyobraźcie sobie efekt po i bez względu na to, czy jest to kuchnia, łazienka, sypialnia czy salon zawsze pamiętajcie o tej wizji. W ciężkich chwilach, gdy coś pójdzie nie tak, zawsze przypominajcie sobie np. wannę pełną piany i relaksująca kąpiel w Waszej nowej łazience, czy pięknie wyremontowany salon i Waszą nową kanapę, na której siadacie i relaksujecie się po trudach remontu. Remont to stan przejściowy (przynajmniej u większości z Was) i w końcu się skończy. Starajcie się też nie obwiniać rzeczami, na które nie macie wpływu. To nie Wasza wina, że fachowiec okazał się niekompetentny. Skąd mogliście wiedzieć, co kryje się za dopiero co rozbierana ścianą? Są rzeczy, na które po prostu nie mamy wpływu a remont to taki czas, kiedy prawo Murphiego działa ze zdwojoną siłą: Jeżeli coś może się nie udać – nie uda się na pewno.
 moje remontowe must have
Udostępnij