Czas na relaks |MÓJ CZAS #2|

Czas na relaks |MÓJ CZAS #2|

Cieszę się, że znów się spotykamy w kolejnym odcinku cyklu Wstrzymaj wskazówkę (póki co, nie wymyśliłam innej nazwy, więc zostaje ta i może z czasem przyzwyczaję się do jej dość twardego brzmienia). Akurat nie nazwa jest tu najważniejsza a sam sens cyklu, czyli abyśmy sobie wzajemnie przypominali o tym, że warto się czasem zatrzymać i sprawić sobie jakąś małą przyjemność. Może być to zupełnie coś błahego, jak lody i spacer po parku, czy godzina z ulubioną książką. Ważne, żeby zarezerwować sobie czas na relaks.

Jeszcze jakiś czas temu myślałam, że planowanie w kalendarzu odpoczynku (oprócz oczywiście wakacji), to jakiś bezsens. Myliłam się! To konieczność. Mając na głowie dom, męża, dzieciaki, firmę i masę innych obowiązków zawsze jest coś do zrobienia. Po prostu, zawsze. Niestety pracując w domu często czas przepływa nam przez palce. Bez dobrej organizacji jesteśmy ugotowani.

Ostatnio weszłam do łazienki, żeby dokończyć kolejny etap jej metamorfozy i skończyło się na tym, że posegregowałam brudne ubrania na białe i kolorowe, nastawiłam pranie, zebrałam to, które się suszyło, poprasowałam trochę, włożyłam uprasowane rzeczy do szaf. Kiedy układałam ubrania, zauważyłam, że nie schowałam jeszcze zimowych ubrań, więc wywaliłam całą zawartość szafy i zrobiłam generalne porządki. Kiedy się już wreszcie opamiętałam trzeba było iść po dzieci. Gdzie minął mi ten dzień? No to może nadrobię wieczorem? I tak po położeniu dzieciaków zamiast za relaks zabrałam się za pracę. To nie jest dobre rozwiązanie na dłuższą metę. Czas na podsumowanie moich relaksacyjnych praktyk z ostatnich dwóch tygodni. Czy udało mi się wypocząć?

Muszę przyznać, że sporo się działo – byłam na 2 świetnych konferencjach, gali wręczenia nagród, w teatrze (nieważne, że na przedstawieniu dla dzieci), dwóch szkoleniach oraz miałam okazję czytać naprawdę ciekawą książkę! Zapraszam na moje podsumowanie a w nim: relacja z Blog Conference Poznań, wnioski oraz bezpłatne sposoby na zdobywanie wiedzy i kompetencji.

Jak może pamiętacie, kiedy kończyłam pisać ostatni wpis wybierałam się na Blog Conference Poznań. Co to była za edycja! Jak zwykle wróciłam wstrząśnięta i tylko odrobinę zmieszana!

BCP to przede wszystkim nauka i doskonalenie własnych umiejętności, ale podczas tej edycji nie zabrakło czasu na relaks i długie inspirujące rozmowy z blogowym koleżankami.  Jestem na tej konferencji drugi raz i jestem zaskoczona poziomem merytorycznym. Tam naprawdę można się czegoś nauczyć. Tam spotkania z prelegentami to kawał rzetelnie podanej i przydatnej wiedzy a nie tylko gadanie o niczym. Nie wiem, czy to organizatorzy o to dbają, czy sami prelegenci, ale każdy warsztat na którym byłam coś mi dawał. Pytanie tylko czy uda mi się wykorzystać tę wiedzę?!

BCP to też czas podsumowań, tego co udało się mi osiągnąć przez ostatni rok. To czas na zastanowienie się, czy aby nie stoję w miejscu oraz czy rzetelnie „opracowałam” ten rok wcielając w życie wszystko to, czego nauczyłam się w zeszłym roku. Bo każdy, a przynajmniej ja tak uważam, jeśli tylko uważnie słucha, może wyciągnąć dla siebie cenne wskazówki, dzięki którym się rozwinie. Jesteśmy na różnym poziomie, to prawda, ale prelekcje były tak przygotowane, że jestem pewna, że każdy powinien być usatysfakcjonowany. To właśnie przez takie podsumowanie swoich „osiągnięć” poczułam się lekko zmieszana.

Słuchając wystąpień prelegentów, tematyki jaką poruszają łatwo też zorientować się w którą stronę „wiatr wieje”, czyli jakie są nowe trendy w blogosferze. Blogosfera się rozwija, to pewne. Jeszcze rok temu główny nacisk kładziony był na robienie własnych projektów a nie tylko współpracę z markami, poprzez agencje. Obecnie tego typu projekty już nie robią na nikim wrażenia, bo są na porządku dziennym. Teraz jest czas na budowanie własnych marek.

Blog Conference Poznań – jak zawsze warto było przyjechać! 

Skoro mamy chwilę dla siebie i trochę zwalniamy to mamy też czas na przemyślenia. Tak to już jest, że jak jesteśmy w pędzie, to nie mamy czasu nawet pomyśleć, a jak wytracamy prędkość lub zajmujemy się jakąś nie wymagającą myślenia czynnością jak np. zmywanie, to nagle mamy pełno pomysłów i przemyśleń. Podczas jednego ze spacerów, który sobie w ostatnim czasie zafundowałam, zaczęłam się zastanawiać nad słowem: pasja. Ostatnio jest to słowo klucz. Używane często w reklamach: „… to jest zrobione z pasją„. Każdy z nas chce być człowiekiem z pasją. Pisząc bloga mamy pasję. Słowo pasja kojarzy mi się z energią, spontanicznością i trochę z artystyczną duszą. Brzmi nieźle, prawda?

Tylko trochę za dużo wszędzie tej pasji. Za często to słowo jest używane. Wszędzie. Podobnie jak słowo design. A co za tym idzie? Takie „wyświechtane” słowo traci na znaczeniu.

Lubiłam słowo: pasja! Miało ono dla mnie moc i ekspresję! Kiedyś w ankiecie zapytałam Was jak mnie postrzegacie i większość osób odpowiedziała: Kobieta z pasją! Obecnie chyba będę musiała się od niego odzwyczaić. Podobnie jak słowo Design staram się gdzie tylko się da zamieniać na Wzornictwo.

Być może inspiracją do tych przemyśleń był fragment książki „Slow life. Zwolnij i zacznij żyć” Joanny Glogazy:

Jak znaleźć to, co lubisz robić? No dobrze, brzmi ekstra, ale jak stwierdzić, co jest naszą pasją? Przede wszystkim zdjęłabym nacisk ze słowa „pasja”. To nic innego, jak czynność, którą lubimy i która daje nam poczucie spełnienia – a przynajmniej tak przyjmijmy na potrzeby tej książki. Zresztą również w słownikach definiuje się to pojęcie po prostu jako „zamiłowanie do czegoś”, bez precyzowania, czy musi spalać od środka albo trwać do grobowej deski.

Ten miesiąc zdecydowanie należy do truskawek! Uwielbiam je i nie mogę się nimi nasycić.

czas na relaks

W moje ręce trafiła kolejna świetna książka Deyana Sudjic’a zatytułowana „Język miast”. To kolejna pozycja tego autora w mojej bibliotece po:  Język rzeczy, B jak Bauhaus. Czyta się ją lekko, daje dużo do myślenia i świetnie się nadaje na wakacyjne wyprawy. Lubię czytać Deyana Sudjic’a, bo zawsze zabiera mnie na intelektualną wycieczkę, daje nowy pogląd na sprawy wydawać, by się mogło oczywiste! Miasto. Czym jest miasto? Niby wszyscy zdajemy sobie sprawę czym jest, ale nie zdajemy sobie sprawy jak złożona jest jego natura?

W kategoriach materialnych miasto definiuje się przez jego system zarządzania, infrastrukturę transportową oraz funkcjonowanie systemu kanalizacyjnego. A także – o nie mniej ważne – potencjał gospodarczy. Według jednej definicji miasto jest machiną tworzenia kapitału, która może sprawić przynajmniej tyle, że ubodzy staną się trochę mniej ubodzy. Prawdziwe miasto stwarza swoim obywatelom wolność bycia tym, kim są.

Kiedy przeczytałam ten fragment pomyślałam INTERNET. Internet też sprawia, że biedni stają się bogaci a my możemy być tam kim chcemy.

Jak widzicie książka „Język miast” pobudza do intelektualnych dywagacji, inspiruje i przede wszystkim nie nudzi.

Z perspektywy przeprowadzenia się z miasta na wieś (zakładam, że po kupnie starego domu, będziemy mieszkać poza granicami Warszawy) słowa Franka O’Hary brzmią złowieszczo:

Człowiek nie musi wyjeżdżać z Nowego Jorku, żeby mieć całą zieleń, na jaką ma ochotę – mnie nie cieszy nawet źdźbło trawy, dopóki nie mam pewności, że pod ręką jest jakieś metro albo sklep z płytami, albo jakiś znak, że ludzie nie muszą się tylko życiem martwić.

Książka „Język miast” pełna jest ciekawostek na temat miast, o których zapewne nie mieliście pojęcia. Czy warto po nią sięgnąć? Ja, muszę się Wam przyznać, kupiłam książkę dla samego autora. Tak już mam. W zasadzie nie ważne o czym pisze Deyan Sudjic i tak będzie ciekawie. Nie zawiodłam się przy czytaniu „Język rzeczy”, nie zawiodłam się przy „B jak Bauhaus”, nie zwiodę się i teraz.

Otwieram najnowszy numer Biznes Meble a tam… niespodzianka. Relacja z 11 edycji OKK i moje zdjęcie. Dziękuję redakcji Biznes Meble i OKK za zaproszenia. O tym co mówiłam, możecie przeczytać tutaj: 8 obliczy blogera wnętrzarskiego.

Z okazji dnia dziecka zebraliśmy wszystkie dzieci w rodzinie a jest ich aż siedmioro, i poszliśmy na przedstawienie do teatru Studio Buffo – Piotruś Pan. Wstyd się przyznać, ale choć do teatru możemy dojść piechotą w 5 minut, byłam tam pierwszy raz w życiu. I podobało mi się! Choć samo przedstawienie w pewnych momentach wywoływało grozę i popłoch na twarzach rodziców (np. gdy ze sceny pada słowo „sukinsyn” lub inne tego typu kwiatki), to ogólnie muszę przyznać, że zarówno mi, jak i dzieciakom bardzo się podobało. Uwierzcie mi, dzieciaki nawet nie zwróciły uwagi na to słowo, było wiele innych rzeczy, które wywołały u nich cały wachlarz emocji od uśmiechu do strachu, ekscytacji. Przedstawienie nie odbywa się tylko na scenie. Indianie, piraci biegają pomiędzy rzędami przybijając piątki zachwyconym dzieciakom. Jest głośno, dużo się dzieje, choć pierwsza część przedawnienia jest znacznie lepsza od drugiej. Niestety, po przerwie przedstawienie znacznie wytraca dynamikę a zakończenie jest zrobione pod solówkę Nataszy Urbańskiej. Ogólnie fajnie, ale może dla ciut starszych dzieci, niż nasz trzylatek czy 5-latka. No i obowiązkowo po przedstawieniu trzeba porozmawiać z dziećmi, że skakanie z balkonu w ich przypadku nie skończy się tak fajnie, jak dla aktorów z teatru.

 

Polish Luxury Market Summit 2017

Pierwszy raz miałam okazję uczestniczyć konferencji Polish Luxury Market Summit 2017. To było dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie. Nigdy nie zastanawiałam się nad marketingiem w sektorze dóbr luksusowych i daleko mi było do badania ich konsumentów. Bardzo ciekawe doświadczenie, spora dawka wiedzy, ale czy przydatne? Zobaczymy.

Na pewno na co warto zwrócić uwagę, to zmiana definicji słowa luxury omówiona przez Annę Szubrycht:

fot. Anna Szubrycht

Kiedyś produkt luksusowy musiał być ekskluzywny, ekstrawagancki – duże logo, elitarny, łączyć się z przywilejami i być namacalny a współcześnie nie liczy się tylko posiadanie, czyli having, ale bycie, czyli being. Produkt luksusowy może nie być materialny, ma wywoływać nasze emocje, dawać przeżycia, być efemeryczny, dyskretny.

W cyklu Wstrzymaj wskazówkę nie mogę opowiedzieć Wam wszystkiego, czego dowiedziałam się na konferencji, bo ten post nie miałby końca. To temat na oddzielny wpis. Jeśli interesuje Was ta tematyka i chcecie, abym szczegółowo napisałam wam o tym co było na konferencji dajcie znać w komentarzach. Jeśli przynajmniej 5 osób będzie zainteresowanych to przygotuję dla Was taki wpis.

Bryła roku

Pod koniec maja było mi ogromnie miło gościć na rozdaniu nagród Bryła Roku 2017 i posłuchać na żywo Filipa Springera i Roberta Koniecznego. Działo się! To był naprawdę udany wieczór pełen emocji. Ostatecznie nagrodę główną Bryła roku 2016 przyznana została siedzibie „Wiadomości Wrzesińskich” we Wrześni, zaprojektowanej w pracowni Ultra Architects.:

Wybór uzasadniono (ze strony bryla.pl):

Doceniono wysoką jakość architektury, oryginalną, schodkowo ukształtowaną bryłę, która dobrze komponuje się z otoczeniem. Uwagę zwraca również elewacja wykonana z perforowanej blachy nawiązująca do szpalty gazety. To jeden z biurowców współtworzących architekturę tła, a jednocześnie wyrysowujący miejsce w przestrzeni niczym znak graficzny.

Natomiast nagrodę Bryła Roku 2016 od internautów otrzymała Serwerownia Beyond.pl w Poznaniu zaprojektowana w pracowni ELD Poland:

Na stronie bryla.pl możemy przeczytać:

Kompleks Beyond wygląda niczym cyfrowy znak graficzny złożony z kolonii pixeli. Bryła Roku 2016 to swoisty znak czasu. W głosowaniu wybraliście przestrzeń, która powstała by chronić wirtualną sferę – nie mniej realną od otoczenia. Starannie zaprojektowany budynek o minimalistycznym, cyfrowym wyrazie niczego nie udaje. Jego forma przystaje do funkcji, zarówno pod względem wrażenia estetycznego, jak i sposobu zagospodarowania przestrzeni.

Wszystkich nominowanych zobaczycie tutaj -klik

Robert Konieczny opowiadający o swojej realizacji: podziemnym Muzeum Przełomów w Szczecinie:

Co polecam? Polecam świetne warsztaty zupełnie za darmo! Brzmi niewiarygodnie? Za sprawą mojego męża, który podesłał mi maila informującego o bezpłatnych warsztatach organizowanych przez Centrum Kreatywności Targowa, trafiłam niedawno na dwa świetne warsztaty: Negocjacje w biznesie oraz Prezentacje w biznesie. Warsztaty organizowane były w ramach projektu pn. „Punkt Informacji Europejskiej Direct – Warszawa” i współfinansowane ze środków Unii Europejskiej.

Zwróćcie uwagę na budynek, w którym odbywały się szkolenia. Siedziba Centrum mieści się przy ulicy Targowej 56, w przebudowanej kamienicy Mintera z 1867 roku.

Projekt architektoniczny przebudowy i rewitalizacji jednej z kamienic w warszawskiej dzielnicy Praga opracowała Pracownia AKM. Architekci. Oto opis inwestycji:

Projektowane założenie ma na celu stworzenie zwartego kwartału zabudowy z dziedzińcem wewnętrznym, w nawiązaniu do istniejących elementów. Projekt przewiduje adaptację na cele biurowo-usługowe istniejącego budynku frontowego oraz oficyny północnej pięciokondygnacyjnej oraz rozbiórkę oficyny południowej dwukondygnacyjnej i wybudowanie od nowa trzykondygnacyjnego skrzydła oraz zadaszenie dziedzińca

Stan przed rewitalizacją:

Stara  kamienica Mintera z 1867 roku:

Rewitalizacja budynku została doceniona i startuje w ogólnopolskim konkursie Modernizacja Roku 2016.

Oba szkolenia trwały po 3 godziny. Trochę krótko na zdobycie gruntownej wiedzy, ale na poznanie podstaw i zdobycie literatury, już wystarczająco. Zresztą warto chodzić na takie szkolenia, bo zawsze, ale to zawsze dowiemy się czegoś nowego.

Negocjacje w biznesie

Negocjacje w biznesie to sztuka trudna i nie każdy jest do niej stworzony. Trudno nam przewidzieć jak zachowa się druga strona, często błędnie coś zakładamy lub po prostu zjada nas stres. Nie każdy ma pokerową twarz, nie każdy potrafi być bezwzględny. Często negocjacje to sztuka kompromisu i wiara w przyszły zysk. Pewnych rzeczy możemy się jednak nauczyć. Podstawa to przygotowanie. Zarówno podczas negocjacji jak i podczas wystąpień publicznych, jeśli nie jesteśmy w 100% przygotowani to zjada nas stres. Na tym szkoleniu nie dowiedziałam się zbyt wielu rzeczy, bo niestety prowadzący nie potrafił zapanować nad grupą i dużo było osobistych wycieczek. Natomiast mam zamiar podszkolić się w tym temacie sięgając po fachową literaturę. (Z.Nęcki, Negocjacje w biznesie, Ury W, Odchodząc od Nie).

Najważniejsze, co zapamiętałam:

  • Nigdy nie przyjmuj pierwszej oferty.
  • Zawsze okazuj zaskoczenie i zszokowanie ofertami drugiej strony.
  • Czyniąc ustępstwa mamy prawo oczekiwać, że ze strony partnera również dojdzie do ustępstw.

 

Prezentacja w biznesie

Z tych dwóch warsztatów zdecydowanie bardziej podobało mi się szkolenie z prezentacji w biznesie. Było oparte na ćwiczeniach, testach, czyli zdobywaniu wiedzy w praktyce. Podczas zajęć dowiedziałam się na przykład, że spośród czterech typów stylów komunikacyjnych jestem na pograniczu AKCJI (ludzie szybcy, energiczni, stanowczy, niecierpliwi, konkretni, pragmatyczni) i IDEI (duża wyobraźnia, charyzmatyczni, trudni do zrozumienia, egocentryczni, kreatywni, pełni pomysłów, prowokacyjni), czyli kreatywność przeplata mi się z działaniem. Dowiedziałam się też, że ludzie mają różne style komunikacyjne a my wygłaszając naszą prezentację w określonym dla nas stylu możemy dotrzeć tylko do tych ludzi, którzy mają taki styl jak my. Pozostała część sali jest nieusatysfakcjonowana. Dlatego tworząc dobrą prezentację, należy zawrzeć w niej  informacje trafiając do wszystkich 4 typów: „akcja”, „idea”, „proces”, „ludzie”.

A może na koniec jakieś ćwiczenie na rozluźnienie języka? Powiedzcie głośno:

Hasał huczek z tłuczkiem wnuczka
i niechcący huknął żuczka.
Ale heca… – wnuczek mruknął
i z hurkotem w hełm się stuknął.
Leży żuczek, leży wnuczek,
a pomiędzy nimi tłuczek.
Stąd dla huczka jest nauczka,
by nie hasać z tłuczkiem wnuczka.

a może to?

Turlał goryl po Urlach kolorowe korale,
rudy góral kartofle tarł na tarce wytrwale,
gdy spotkali się w Urlach
góral tarł, goryl turlał,
chociaż sensu nie było w tym wcale.

Koniecznie sprawdźcie czy w Waszej okolicy nie ma jakiś szkoleń sponsorowanych przez Unię Europejską. W Warszawie najbliższe, z tego co się orientuję będą na jesieni. Skoro Unia płaci, czemu nie skorzystać?

Obiecałam, że będę Was rozpieszczać prezentami? Dotrzymuję słowa! Ostatnio dostałam do testów farby Śnieżki: Moje deco. Chciałabym je Wam podarować! To nowa seria farb Śnieżki stworzona z myślą o majsterkowicz(k)ach, które lubią upiększać, poddawać renowacji, przerabiać swój dom. Czyli o Was, prawda? Na stronie Moje deco znajdziecie wiele pomysłów na użycie farb z tej kolekcji – sprawdźcie tutaj.

Farby zamawiałam dla siebie, więc wybrałam kolory: zieleń, mięta i pudrowy róż. Są w opakowaniach 250ml.

Mam dla Was te 3 farby oraz mały katalog Śnieżki z trendami kolorystycznymi. Pytaliście mnie ostatnio, gdzie można taki zdobyć (Powinniście znaleźć go w salonie Śnieżki w Waszej okolicy) a jeśli chcecie kupić produkty Śnieżki to możecie to już zrobić online, bo jest już otworzony sklep online – Sklep Śnieżka. To duże ułatwienie, bo często mówicie mi, że nie możecie dostać danej rzeczy w Waszej okolicy.

Rozdanie trwa do czwartku 22.06 do 23.00 a jedyne co trzeba zrobić to napisać w komentarzu pod tym postem odpowiedz na pytanie: Jaki kolor jest Twoim ulubionym??

Co planuję? Pod koniec czerwca (23 – 26 czerwca 2017) wybieram się znów do Frankfurtu. Bardzo podobało mi się na targach Ambiente i postanowiłam sprawdzić jak będzie na nowej branżowej imprezie Tendence. Tam gdzie są trendy i tendencje nie może mnie zabraknąć! Poprzednio we Frankfurcie byłam na zaproszenie Polskich Fabryk Porcelany Ćmielów i Chodzież a tym razem jadę na własną rękę. Znalazłam nawet tanie rozwiązanie, czyli wyjazd zorganizowany, autokarem. Poprzednio za sam samolot płaciłam ponad tysiąc złotych a teraz dwa dni na targach i dwa dni w hotelu, przejazd autokarem kosztował mnie nieco ponad połowę tej sumy  = 599 zł netto. Jeśli chcielibyście się wybrać na targi designu do Frankfurtu, to jest to naprawdę fajna opcja: info@poland.messefrankfurt.com

23 – 26 czerwca 2017

Autokar zatrzymuje się w: Warszawa-Łódź-Piotrków Trybunalski-Częstochowa-Katowice-Wrocław

To co, widzimy się w autokarze?

 

Udostępnij

  • Mój ulubiony kolor to turkus – połączenie niebieskiego i zielonego 😉 Kiedyś był to tylko zielony (jak trawa, rośliny – wyprzedziłam trendy xD), ale po czasie – i fascynacji Sailor Neptune xD – zmieniłam na turkus.
    Obecnie jednak – gdyby spojrzeć na to, jakimi kolorami się otaczam, jakie noszę, jakie nakładam na ścianę czy wybieram w dodatkach… nie mam jednego xD Wszystko zależy od nastroju. Stałam się też chyba bardziej odważna i dojrzała – nie boję się łączyć czy wybierać barw, noszę się na kolorowo 🙂 (w odróżnieniu do okresu, gdy byłam „czarną” metalówą ;D)

    A różowa albo miętowa farba idealnie pasowałaby do komódki, którą tworzę do mojego domku dla lalek ;D

    Uściski!

  • Izabela K.

    Podziwiam Cię za przeczytanie B jak Bauhaus – ja zaczęłam i utknęłam. Mimo, że lektura jest ciekawa, to jednak dość ciężką no i te gabaryty… Ale obiecałam sobie, że skończę, zwłaszcza że ma podział na hasła i można ją czytać partiami 🙂
    Baardzo Ci zazdroszczę wyjazdu do Frankfurtu na Targi, chociaż ja pojechałabym bardziej dla architektury, chciałabym zobaczyć na żywo ich ratusz i operę.
    A co do koloru – noszę i otaczam się tylko lubianymi, chociaż nie mam jednego ukochanego. Latem ciągnie mnie w stronę mandarynkowego pomarańczu, ciepłej fuksji i jasnego turkusu, w zimie lubię śliwkę i wiśniowy, za to przez cały rok nie rozstaję się z beżem i złotem 😉 A u Ciebie jak z ulubionym kolorem? Obstawiam, że czerwony 😉

  • Małgorzata Mikołajczyk

    Staram się w moim wnętrzu otaczać pastelowymi, ciepłymi wręcz słodkimi kolorami. W swoim mieszkaniu przeprowadziłam małą rewolucję kolorystyczną, zerwałam z wszechobecną bielą i wprowadziłam trochę harmonii, spokoju i ciepła, co przełożyło się na to, że pomieszczenia są bardziej przytulne, zimą wprowadzają mnie w pogodny nastrój. Moim kolorem, którym otaczam się praktycznie na każdym kroku bo przeniosłam też do swojej garderoby, bo na nosie w postaci w moich okularów, jest kolor jasno- różowy, dojrzewającej truskawki czy brzoskwini. Pastelowy, czasami słodki różowy łączę delikatnie z niebieskim- morskim okiem i soczystym, przypominającym wschodzące Słońce, żółtym odcieniem. Dotychczas dominowała u mnie biel, owszem pojawił się kolor ciemnej wiśni, ale czułam się osaczona, ściany przypominały mi mrożące krew w żyłach sceny z thrillerów, więc szybko zmieniłam moje gusta i upodobania kolorystyczne.

    • Izabela K.

      Też przerobiłam wiśniową ścianę (miał być amarant, ale niestety nie wszyscy wiedzą, jak ten kolor wygląda, skończyło się na ciemnym bordo) i nie popełniłabym tego błędu drugi raz. O wiele lepiej czuję się w jasnych wnętrzach, biel ściany przełamałam tym razem beżowymi wzorami i malinową kanapą 🙂