DIY Z PAPIERU ELSA

DIY Z PAPIERU ELSA

Przez ostatnie trzy dni i noce pracowałam niczym Kopciuszek nad strojem na bal. Miałam bardzo wymagającą klientkę – moją córkę – której obiecałam, że uszyję jej strój na bal. Zaczęło się dość niewinnie, od nieopatrznie rzuconych słów: a może bym Ci uszyła coś na bal? I moja latorośl uczepiła się tej myśli tak gwałtownie, z taką pasją i determinacją, że przez 2 następne tygodnie opowiedziała o tym dosłownie wszystkim: paniom w przedszkolu, kucharkom, mamom koleżanek i tak z błahej sprawy stała się to sprawa wagi państwowej.

Za 3 dni bal a ja nie mam doświadczenia w szyciu, żadnego (może inaczej, uszyć uszyję, ale nie mam zmysłu projektantki odzieży i bez szablonu ani rusz). A najgorsze, ze moją radosną twórczość oceniać będą wszyscy a przede wszystkim ona. I te jej iskierki w oku, których w żaden sposób nie chciałabym zgasić stwierdzeniem: „nie uszyłam, nie dałam rady”!
Powiedziało się A, to trzeba było powiedzieć B.
Oczywiście brak doświadczenia objawił się już na wstępie, przy zakupach w hurtowni krawieckiej. Za dużo wszystkiego nabrałam, za drogo mnie to wyniosło. Po co, powiedzcie mi, kupować aż 15 m tiulu? Ogólnie mam materiału tyle, że mogłabym, obszyć pół przedszkola w niebieskie sukienki. Także ten tego, gdyby ktoś potrzebował niebieskiego tiulu to chętnie się podzielę.
Poza tym do koszyka ładowałam dosłownie wszystko, co kojarzyło mi się z tematem Elsy. A koniec końców dekoracje do stroju zrobiłam własnoręcznie, używając papieru i lakieru metalicznego w kolorze srebrnym.
Jak na nowicjusza przystało w międzyczasie trzykrotnie zmieniałam koncepcję stroju.
Początkowo miła to być zwykła spódnica z tiulu na gumce i jakaś biała bluzka…ale potem popłynęłam. Oprócz tiulu kupiłam elastyczną bawełnę i to z niej postanowiłam uszyć prosta sukienkę.
Bez projektu, bez ładu i składu, postawiłam na prostotę. Miałam cały koszyk asortymentu, którym łatałam wszystkie niedociągnięcia.
Tam, gdzie brzydko strzępił się materiał cuda zdziała wstążka.
To nie jest kreacja na lata, na Boga, założy ją zaledwie raz, bo jest szyta na miarę.

Moim domowym must have są lakiery metaliczne Śnieżki. Jak dobrze, że znów miałam je pod ręką. Dzięki temu na płaszczu z tiulu naszyłam również srebrne gwiazdki, które wydrukowałam na brystolu i posrebrzyłam:

Tak samo lakier pomógł przy stworzeniu różdżki. Tak wiem, Elsa różki nie miała, ale nie każdy „ma tę moc” i czasem trzeba użyć czarów. Do zrobienia różdżki posłużył mi stary pędzel od którego odcięłam włosie i posrebrzyłam. Następnie za pomocą kropelki doczepiłam do niego posrebrzoną gwiazdkę, którą dodatkowo ozdobiłam za pomocą brokatu (narysowałam wzór, nałożyłam na niego klej a następnie wysypałam brokat) i cekinów oraz błękitnej wstążki.

Ponieważ brakowało mi srebrnej koronki posrebrzyłam kremową. Kolejny raz przekonałam się, że przemalować można wszystko.

Obowiązkowy warkocz dla mojej Elsy…

Po trzech wieczorach siedzenia przy maszynie nadszedł dzień balu. Spakowałam wszystkie elementy stroju a mąż odprowadził ją do przedszkola.

Po powrocie do domu córka nie była już tak rozpromieniona jak wcześniej. Pytam się jak jej się podobał strój i jak było na balu, a ona z pełną dziecięcą szczerością odpowiedziała:

– Mamo następnym razem nie szyj mi stroju, tylko mi kup jak mama Niny.

Ręce opadają. Dzieci są bezlitosne! Może to i lepiej, bo bez szablonu kiepska ze mnie krawcowa. Kiedy emocje już opadły i tak duma mnie rozpiera, jak patrzę na nią w tym stroju. Cieszę się, że w całym tym „zapracowanym” świecie mogłam zrobić coś dla niej. Może kiedyś to doceni.

 Za pomoc w realizacji dziecięcych marzeń dziękuję marce Śnieżka.

Niepublikowane materiały, pliki do pobrania, nowości. Bez spamu!
* indicates required
Udostępnij

  • Haha, moja stwierdziła „Mamusiu,na wiosenny bal uszyj mi Tianę!” 😁
    Super wyszło – kto jak kto,ale mama musi wszystko umieć 😀

    • conchita

      To nie pierwszy raz tak mnie załatwiła. Kiedyś znalazłyśmy w piwnicy rozprutą lalkę, więc ją uprałam i zszyłam jej sukienkę i inne rozprute elementy. Pracowałam cały wieczór. Następnego dnia córka powiedziała: „Mama ja już nie chcę się nią bawić, wynieś ją do piwnicy”! Dlatego tak bardzo nie przeżywałam tego stroju karnawałowego!

  • Aj te dzieci 😉

  • Pięknie wyszło! Wiedziałam, że się uda 🙂

  • Marta Rusek-Cabaj

    Heh, ja też palnęłam z głupa pytanie w rodzaju: A kim byś chciał być na balu? – z zamiarem stworzenia stroju. No i się zaczęło… Tyranozaur, triceratops, ankylozaur… Ponieważ mnie oświeciło i miałam wstępną koncepcję maski, szybko spróbowałam przekabacić dziecko na triceratopsa – udało się, a ja mogłam urzeczywistnić swoją wizję 😉 U mnie na szczęście skończyło się radością ze stroju ;D Nawet paniom się podobało (Janko miał jeszcze dinozaurzy ogon – już nie moje „dzieło”, ale prezent świąteczny 😉 – który wystawał za kilkoro dzieci, gdy robili pociąg xD) Także u mnie satysfakcja pełna 😉 Choć bałam się, bałam…
    A Twój strój Elsy jest cudny! 🙂

    • conchita

      Dziś leciała Elsa, więc zaczęłam indoktrynację: Lusia zobacz, prawdziwa Elsa ma długi płaszcz, to kto był prawdziwą Elsą, Ty czy Nina, która miała krótki ze sklepu? – Ja mamo, ja! Tak sobie myślę, że chyba gdzieś popełniłam błąd skoro u niej szmaciana lalka handmade zawsze przegra z plastikową Barbie.

      • Marta Rusek-Cabaj

        Brawo Ty! Wyszło na Twoje! 😀
        Ech, to chyba normalne, nie martw się… Mój synek miał niedawno fazę na plastikowych Spidermanów i transformersów – bo koledzy mają. Nawet tych bajek nie znał wcześniej, zwyczajnie otoczenie o tym ćwierkało, to się przysłuchiwał ten mój wróbelek (ich przedszkole jest im. Elemelka, więc sobie pożyczyłam określenie :P) i chłonął… No i masz…
        A ja miałam i Barbie, i szmacianki uszyte przez mamę i kochałam i te, i te… 😉 Więc może jest jeszcze nadzieja? 😉

  • ma.kesz

    Niedawno pisałam o przebierankach u siebie na blogu. To temat rzeka. Ja nie pytałam dzieci za kogo chcą się przebrać, bo raczej nie udźwignęłabym tego. Dawałam własne propozycje, w mojej mocy, choć czasem brałam pod uwagę trendy. Przebrałam np. jednego syna za Alladyna ( film w kinach był), a drugiego za Neo z Matriksa. Nie ma jak matczyna propaganda. Ja tak bardzo zachwalałam tego Alladyna, że dziecię było w niebo wzięte. I tak jak Alladyn odniósł sukces i pożyczałam ten strój po rodzinie i znajomych, tak Neo został odczytany jako ksiądz, ha, ha. Strój Elsy bardzo, bardzo mi się podoba. Aaa… i od małego kładłam im do głowy, że kupny strój się nie liczy, że trzeba coś samemu wymyślić z tego co jest w domu i że na tym polega zabawa. Bo co to za sztuka w sklepie kupić. Pozdrawiam serdecznie:)