Jesteś dekoratorem wnętrz - serio?

Nie oszukuj się.
Dziś chciałam się podzielić z Wami kilkoma refleksjami na temat zawodu dekoratora wnętrz.
Z jednej strony, jak dziecko wywołane do tablicy a z drugiej natchniona kursem jaki właśnie kończę.
Dużo się ostatnio mówi o tym, czy każdy może być dekoratorem wnętrz, czy każdy się do tego nadaje i kiedy można śmiało powiedzieć, że się nim jest. Czy długa praktyka wystarczy? Jaka wiedza jest nam potrzebna? A może tylko ukończone studia na wydziale Architektury na Politechnice lub Architektury wnętrz na ASP uprawniają do mianowania się dekoratorem wnętrz.
Bardzo często, podczas przerwy kawowej na różnych spotkaniach branżowych czuję, że mojego rozmówcę aż korci, żeby zapytać: skąd pomysł na zawód dekoratora wnętrz? *lub czytaj dosłownie: jakie mam uprawnienia, wiedzę żeby ten zawód wykonywać?
Gdybym miała ukończone studia architektoniczne mogłabym zamknąć wszelkie insynuacje stwierdzeniem: jestem architektem z zamiłowaniem do wnętrz. W innym wypadku muszę się nieźle nagimnastykować, aby wyjaśnić mój punkt widzenia, co też za chwilę zamierzam uczynić . 

W czasach DIY, w czasach, kiedy każdy może być twórcą, każdy może być ekspertem w danej dziedzinie, sporo się mówi o "odarciu" dawnych zawodów z "ekskluzywności". Łatwo można to dostrzec np. w zawodzie pośrednika nieruchomości, którego kiedyś obowiązywały licencje, egzamin itp. a teraz właściwie każdy może wykonywać ten zawód.  W ineternecie, szczególnie łatwo jest kreować się na kogoś innego, niż się jest w rzeczywistości. Student prawa może założyć portal z poradami prawnymi i takie przykłady można mnożyć. 
Blogerzy wnętrzarscy mogą natomiast być posądzeni o kreowanie wizerunku stylisty wnętrz, fotografa czy eksperta od wnętrz jedynie na podstawie swojej pasji z jaką chłoną wiedzę z zagranicznych blogów i portali oraz z czytania prasy branżowej. Czytałam, gdzieś ostatnio, taką wypowiedź :)

Jednocześnie jedna z moich bliskich koleżanek blogowych, która jednocześnie z wykształcenia jest prawnikiem, opowiadała mi o pewnej sprawie, w której inwestor został "skrzywdzony" przez podającą się za profesjonalistkę, dekoratorkę wnętrz.

W takim razie chciałabym się zapytać : jak daleko możemy się posunąć w naszej "kreacji" i czy rzeczywiście dekorator wnętrz nie może wyrządzić krzywdy swojemu klientowi?

Może moja historia Was zainspiruje.
Jakiś czas temu opowiadałam ją podczas warsztatów na SeeBloggers z projektowania wnętrz, które prowadziłam. Wtedy mówiłam bardziej o swoim doświadczeniu a teraz chcę jej użyć bardziej jako przestrogi.

Bloga założyłam w 2008 roku (tak, tak sto lat we wrześniu minęło 8 lat). Był to mój "dzienniczek remontowy", zbiór inspiracji wnętrzarskich. Nałogowo czytałam wtedy prasę kolorową, zgłębiałam style we wnętrzach, bo zawsze wierzyłam w moc samokształcenia. Dużo czytałam, uczyłam się.
Po trzech latach w 2011 roku, ktoś dostrzegł moją "pasję" i powierzył mi projekt 150 metrowego domu jednorodzinnego (jak się później okazało kierował się złymi intencjami i wierzył w moją naiwność, ale o tym dowiedziałam się później).
Przyjęłam go?
NIE!
Po trzech latach "studiowania" kolorowej prasy, zgłębiania inspiracji itp. nie czułam się na tyle mocna, aby komuś zaprojektować wnętrze. Frajerka, co? -  pomyślicie. Tak szansa, taka okazja a i pieniądze nie małe. Jak można nie skorzystać?
A no można. 
Uprzedziłam inwestora, że zanim zabiorę się za projekt jego wnętrz, skończę kurs projektanta wnętrz w EDUCONCEPT i że jeśli chce, może na mnie poczekać. Czekał, bo rozmowę zaczynaliśmy, gdy był na etapie dziury w ziemi. Czekał, ale tylko po to, żeby wziąć to co dawałam za darmo i więcej się nie odezwać.

Kilka miesięcy w EDUCONCEPT na kursie projektanta wnętrz, kilkadziesiąt godzin wykładów, spotkania z markami, praca z architektami - to wszystko było dla mnie bezcenne. Zdobyta wiedza dała mi pewność. Dała mi podstawy. Wskazała kierunki rozwoju. Poza tym, nie wiem co jest w tych kursach, ale za każdym razem mam poczucie, że "mogę wszystko".




Na kursie nie brakuje ludzi z pasją. To prawda, niektórzy trafiają na takie kursy dla przyjemności, ale większość wiąże z nimi ogromną wiarę i nadzieję, że uda im się nowy start w życie. Kobiety po przejściach, znudzone obecnym życiem lub postawione przed koniecznością przebranżowienia tworzą niesamowitą atmosferę. Czuć siłę kobiet! Piszę kobiety, bo panowie stanowią prawdziwą rzadkość. 

Końcówkę tego roku i cały następny mam zamiar podporządkować do jednemu hasłu: edukacja. Dlatego, po raz kolejny zawitałam w progi Educonceptu na kursie DEKORATORA WNĘTRZ
Po co, pomyślicie?
W końcu sama się uważam za dekoratora wnętrz.
Uznałam, że warto się sprawdzić. Dla samej siebie.




Jeśli mój blog będzie się rozwijał, to tylko dlatego, że ja się rozwijam. Dlatego inwestuję w naukę. Tylko wtedy, mogę spróbować wdrapać się na wyższy poziom.
A co na kursie?
Początki kursu, uświadomiły mi, mówiąc nieskromnie, jak dużą wiedzę już posiadam. Style we wnętrzach, kolory, tworzenie moodboardów - to to w czym czuję się mocna. 
Warto było jednak sobie to przypomnieć i usystematyzować.

Ogromnym zaskoczeniem i czymś, co mówiąc szczerze, traktowałam dotąd po macoszemu, okazały się zajęcia florystyczne. To był szok. Takie cuda można wyczarować za sprawą kwiatów. Wspaniałe zajęcia pozostawiające niedosyt i chęć, aby jeszcze kilka godzin, dni, lat spędzić nad kompozycjami florystycznymi. I już wiem,  że chcę się zapisać na oddzielny kurs florystyczny.



Spotkać prawdziwą Francuzkę opowiadającą o projektowaniu wnętrz, to jak otwarcie drzwi do świata, który dotąd był dla Ciebie szczelnie zamknięty. Tego nie da się opisać jednym zdaniem a ponieważ ten post wydaje się, nie mieć końca, to zostawię Wam tę przyjemność na później. Mogę Wam obiecać, że to nie ostatnie moje spotkanie z Cathy-Anne Gerulewicz.




Wysłuchanie Krystyny Łuczak Surówki opowiadającej o historii wnętrz, jest zawsze dla mnie ogromną przyjemnością. To uczta dla oka i ucha!


Dzień spędzony w salonie GDEL, to dzień w stu procentach poświęcony nauce fotografii i aranżacji, stylizacji wnętrz do sesji. Bardzo, bardzo inspirujący. Tyle się podczas niego nauczyłam, nie tylko technik aranżacyjnych, ale również zdobyłam wiedzę dotyczącą sprzętu niezbędnego do takich sesji. No i niestety teraz już wiem, że czas zainwestować w dobry statyw. To co można zrobić z dobrym statywem i głowicą przechodzi moje najśmielsze oczekiwania. Mój skrzypiący, drgający, niczym osika na wietrze, statyw za 79,99zł może się schować. 
Dobry sprzęt jest niestety drogi. Sama głowica kosztuje 10 razy drożej niż mój poprzedni statyw.
Podczas całego dnia wykonane zostało 9 sesji zdjęciowych. W różnych warunkach, z różnym oświetleniem. Niedługo pokażę Wam efekty. Pewnie bliżej Świąt, bo głównie były to sesje Bożonarodzeniowe.








Moim wielkim marzeniem jest, aby skończyć studia architektoniczne. Mam palan i pewnie wkrótce go zrealizuję. Póki co, (niczym Bill Gates, który chodził tylko na te wykłady, które go interesowały) chodzę na ASP na wykłady jako wolny słuchacz. Póki dzieci są małe, a synek nie chodzi jeszcze na stałe do przedszkola, tylko na taki tryb nauki mogę sobie pozwolić. I tak ogromne podziękowania dla mojego męża, który chodzi na 7 rano do pracy, abym ja popołudniami mogła latać na wykłady. 
Mam ogromny głód wiedzy.
Tego nikt nam nie odbierze.
Dlatego śmiało mogę napisać: jeszcze wiele przede mną zdobywania wiedzy, jeszcze wiele się muszę nauczyć i jestem z tego powodu szczęśliwa. 

Niepublikowane materiały, pliki do pobrania, nowości. Bez spamu!
* indicates required





Conchita Home

Nazywam się Kasia Bobocińska i od 2008 staram się dzielić tutaj moimi pasjami i zainteresowaniami. Dziękuję że odwiedził(a)eś CONCHITA HOME. Będzie mi bardzo miło jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią w komentarzu

16 komentarzy:

  1. Ale świetnie to ujęłaś, o jacie <3 Bardzo podoba mi się Twoje realistyczne podejście do tematu. Bo niestety (i nie chodzi mi tu o blogerki wnętrzarskie, a po prostu o przypadkowych ludzi) zbyt wielu jest samozwańczych dekoratorów, którzy obejrzeli pinteresta i zszywkę, ale niestety NIC nie wiedzą o ergonomii, teorii kolorów czy programach do projektowania...
    Super, że jako poczytna blogerka wysyłasz taki przekaz <3 Architekci są Ci wdzięczni!

    ps. fajnie nazwane - architekt z zamiłowaniem do wnętrz - to ja już wiem, kim jestem :D

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi się wydaje, że wszystko zależy od podejścia. Bywa tak, że architekt czy tez projektant nie ma podejścia do swojego "klienta". Ma swój niezmienny schemat działania od długiego czasu i decyduje się na utarte szlaki. Są także osoby, które mają zamiłowanie - jak to zostało ujęte. Wydaje mi się także, że każdy z klientów oczekuje czegoś innego. Koleżanka, gdy korzystała z usług miała nadzieję, że architekt będzie znał trendy a nawet je wyprzedzał. Dodatkowo będzie znał ciekawe dodatki i fajne sklepy. W rzeczywistości bywa różnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. W zasadzie nie napisałam o jeszcze jednym ważnym aspekcie: nie każdy architekt z wykształcenia nadaje się do projektowania wnętrz. Czasami ludzie kończą studia i nie pracują później w zawodzie, bo nie czują do tego "powołania". Jeśli tego "nie czujesz" nie bierz się za to!

      Usuń
  3. Oh ile razy się spotkałam ze zdaniem, że projektanci wnętrz to jakaś pomyłka, bo nic nie umieją, bo to artyści po ASP. I wiesz co? Bardzo często się zgadzam z tą opinią. Bo w Polsce widzę duży problem z nazewnictwem. Dekoratora wnętrz wrzuca się do tego samego worka co stylistę, projektanta czy architekta wnętrz. Studia na ASP porównuje się do tych na politechnice. A to wszystko są inne umiejętności, inna wiedza i inne możliwości później. Jeśli ktoś oczekuje od stylisty wnętrz zaprojektowania łazienki, to nic dziwnego, że potem może się rozczarować.

    Równocześnie uważam, że te zawody, poza architektem oczywiście, wcale nie wymagają studiów. Parę lat temu, nie dostałam się na żaden staż z projektowania wnętrz, bo nie miałam wykształcenia kierunkowego. I ludzie jakoś zapominali popatrzeć na to ile projektów wykonałam, na to ile mam realizacji za sobą. Doświadczenia miałam więcej niż większość studentów i świeżych absolwentów. No, ale staż w końcu dostałam, potem kolejny i wylądowałam w typowej architekturze z mnóstwem dokumentacji i nudnych spraw ;-) Problemy ze zdrowiem zmusiły mnie to porzucenia tej kariery, ale kto wie, jak się życie poukłada dalej ;-)
    A w ogóle to pamiętasz, jak pisałaś mi kiedyś, że blogerzy myślą podobnie? Miałam podobny temat opisywać niedługo ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu, trzymam kciuki za Twoje marzenia, głód wiedzy itd......... Uwielbiam jak człek wie czego chce i to tak naprawdę. Ja przestawiam graty w domu i to lubię ale nie jest to moje życie. Moje marzenia zwiazane są ze starymi meblami. Dłubie je powoli. Czytam książki i w następnym wcieleniu będę stolarzem :) Wielkie buziaki :)))))

    OdpowiedzUsuń
  5. I jeszcze jedna sprawa: nie czuję się ani lepsza (bo robię to dłużej), ani gorsza (bo nie jestem architektem) - to nie o to chodzi. Mówię o swoich doświadczeniach. I znam bardzo wiele osób, które robią genialną pracę nie mając doświadczenia kierunkowego. Mają serducho i niesamowity zmysł a ich wnętrza mają oryginalny styl nie do podrobienia. Jeśli czujesz się na tyle silna, aby to robić to rób to! Ja tę siłę zdobyłam z czasem...

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne! Popychasz do działania :) Ja też jestem chłonna wiedzy, ale - no właśnie - jak dotąd nie myślałam poważnie o jakichś szkoleniach, studiach w tym kierunku... Raczej były to nieśmiałe myśli, takie pomysły "a może?". A może właśnie teraz albo nigdy? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej,
    a ja chciałam się dopytać na jakiej zasadzie uczęszczasz jako wolny słuchacz na ASP? Bardzo mnie zainteresowała ta opcja :) ale szukam u nich n stronie tej informacji bezskutecznie.
    PS. a tez jestem absolwentką paru kursów z Edukoncept :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy zapytać wykładowcy :) Większość się zgadza :)

      Usuń
    2. czyli rozumiem, że to zupełnie nieformalny "Wolny słuchacz". Dzięki za info :) Trzeba będzie spróbować :)
      PS> A na studia też się wybierasz na ASP? Mnie ta teczka rysunków przeraża i powstrzymuje, szukałam innych opcji, ale nie wiem, czy są one tak samo wartościowe.

      Usuń
  8. Jeśli się ma jakąś pasję, to poszerzanie horyzontów i zdobywanie nowych doświadczeń jest przyjemnością samą w sobie. Człowiek, który się ciągle uczy, nigdy się nie starzeje :) Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
  9. To ciekawa myśl i dotyczy każdego rodzaju działalności - najpierw ciężka praca i wieloletnie zdobywanie wiedzy, aby później móc zająć się czymś "naprawdę". Niestety mnóstwo osób omija etap pomiędzy. Piękne to Twoje miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pozazdroszcze ci energii,trzmam kciuki za zyciowe plany :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pozazdroszcze ci energii,trzmam kciuki za zyciowe plany :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kasia, kibicuję Ci gorąco!

    Kiedyś przeczytałam w jakimś artykule zdanie, które mnie strasznie rozbawilo, a szło mniej więcej tak, ze każda kobieta, która zaczyna urządzać swój dom nagle roi sobie, ze juz-juz prawie jest dekoratorka. I taka jest chyba geneza większości blogów wnetrzarskich - pasja odkryta przy okazji.

    Tylko to faktycznie bardzo ważne, żeby nie próbować nikomu wmawiać, że posiadanie bloga i stosiku pism wnetrzarskich czyni nas profesjonalistami. Wielu moich bliskich i dalekich znajomych wpada na dziwne pomysły, żebym urządziła im pokój/łazienkę/mieszkanie. WTF?? Zawsze wprawia mnie to w zakłopotanie: wiedza architekta, a nawet dekoratora to są godziny nauki, lata praktyki, itp. Pamiętajmy o tym.

    Kiedy jakiś czytelnik prosi mnie w mailu o poradę wnętrzarska, pierwsze co mu odpowiadam to to, ze ja nie jestem projektantką. To, ze sobie ładnie urzadzilam ten czy inny pokój w domu jeszcze nic nie znaczy. Eksperymentowanie we własnych czterech ścianach to jest zupełnie inna bajka.

    Buziak!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tu jesteś ♥♥♥ Każdy komentarz jest dla mnie bezcenny, bo pokazuje, że warto robić to co robię ❣