Never ending story: Poszukiwania starego domu.

Never ending story: Poszukiwania starego domu.
Dziś chciałbym zaprezentować Wam pierwszy odcinek historii zatytułowanej „Never ending story..” – tak zaczynałam swój post Never ending story: jak kupić stary dom? pół roku temu. Podkreśliłam dobitnie:

Chcę kupić stary dom.
Co zmieniło się od tamtej pory? Jak wyglądały moje poszukiwania i wreszcie, czy znalazłam swój upragniony stary domek – o tym wszystkich chcę Wam dzisiaj napisać.

Zachęcona przepiękną opowieścią o poszukiwaniu starego domu, którą zdradził mi Michał Kędziora z  Mr. Vintage i dodatkowo zmotywowana pięknymi obrazami zmieniającego się domu, jakie możemy podglądać na jego Instagramie – zabrałam się ochoczo za poszukiwania. 
Jak to ja, z pełną pasją, rzuciłam wszystko i zabrałam się za przeglądanie ogłoszeń w licznych serwisach nieruchomości. Wkrótce się okazało, że nie wszystkie pozwalały mi zakreślić na mapie obszar poszukiwań, czy zawęzić wyniki przez wpisanie odpowiedniej frazy – w moim przypadku „stary”. Swoje pierwsze nieruchomości znalazłam na serwisie homla.pl. Zaznaczę jeszcze, że zabierając się za poszukiwania nie znałam się zupełnie na rynku nieruchomości w Warszawie i okolicach. Nie wiedziałam, czy poszukiwać ofert prywatnych, czy umawiać się z agencjami nieruchomości, czy wreszcie skorzystać z opcji „dni otwartych”, czyli nieudostępnienia nieruchomości potencjalnym kupującym. Nie wiedziałam nic. Chociażby tego, czy będzie łatwo, czy takich domów jest dużo, oraz tego jak wielką konkurencję mam w poszukujących.

A konkurencja jest ogromna. Okazuje się, że w  dobie czasów, w jakich przyszło nam żyć ludzie pałają ogromna miłością do staroci. Chcą odnawiać, remontować, restaurować – lub po prostu wzbogacić się na kupnie starej nieruchomości
Po pierwszych tygodniach poszukiwań przekonałam się, że łatwo nie będzie. Znalazłam zaledwie kilka ogłoszeń, które spełniałyby moje kryteria: były stosunkowo tanie, wymagałyby remontu oraz były z lat 30. 

Moje początkowe emocjonalne podejście wynikające z ogromnej miłości do staroci i pałania chęcią uratowania jakiejś, zostały niebawem ochłodzone. Szybko doszłam do pewnych wniosków (być może dla Was banalnych i świadczących o mojej początkowej naiwności):

– W okolicach Warszawy nie ma tanich nieruchomości.
– Jeśli jakiś dom się jeszcze nie sprzedał to dlatego, że naprawdę jest coś z nim nie tak. 
– Kupno starego domu, można traktować, jako inwestycję, ale musi się wiązać ze sporymi wydatkami poczynionymi od razu. Trzeba dysponować gotówką i to sporą. Trzeba się liczyć z kosztami, które mogą przewyższyć nawet koszt wybudowania nowej nieruchomości.

Zanim nastąpił nagły i brutalny koniec moich poszukiwań odwiedziłam z mężem dwa domy. O każdym z nich można napisać oddzielną historię. Każdy z nich nie został sprzedany z bardzo konkretnego powodu.

Pierwszy z nich, kiedy go znalazłam go na serwisie homla.pl kosztował raptem 495tys. Miał zaledwie 75 metrów, więc cena była mocno wygórowana. Istniała możliwość adaptacji poddasza, więc nieruchomość wydawała się warta obejrzenia. Ogromną jego zaletą była zachowana stara ceramiczna dachówka. To rzadkość w tej cenie. Poza tym prezentował się naprawdę uroczo.

Na oglądanie nieruchomości próbowałam się umówić bezskutecznie od grudnia. Marzyłam, że wszystkie prace związane z remontem będę w nim dokonywać samodzielnie. Kiedy udało mi się umówić na spotkanie z właścicielem był już marzec. Jak się okazało, wiele się zmieniło od czasu, kiedy pierwszy raz zobaczyłam tę ofertę. Właściciel dumnie opowiadał o postępie przeprowadzanych prac – a tu zbite tynki, a tu zamurowane okno, a tu zrobiona stolarka! Czułam, że duma go rozpiera, dlatego zadałam pytanie: Czy pan na pewno zamierza sprzedać ten dom? Zawahał się przez chwilę, zupełnie zbity z tropu i odpowiedział z pełną szczerością, że po tym jak dzieci się wyprowadziły, to jego 300 metrowy dom wydaje się za duży i docelowo planują przeprowadzić się do tego. No, ale gdyby trafiła się jakaś zamożna osoba, to oni są w stanie sprzedać! Kurtyna!
A i nie wspomniałam o najważniejszym w marcu cena wynosiła już 600tys!

Drugi z nich prezentował się znacznie gorzej. Dach w ruinie. Pokryty eternitem. Okolica też nie należała do spokojnych. Oddalony 100 metrów od bram cmentarza z widokiem na żałobników w smutku sunących z wieńcami. To właśnie ta lokalizacja sprawiła, ze mąż powiedział veto. W tak bliskiej odległości od cmentarza raz nie zaznalibyśmy spokoju, dwa nie moglibyśmy cieszyć się żadnymi plonami z ogródka, trzy byłoby dość upiornie.
Ja nie byłam tak zdecydowana w poglądach jak mój mąż, bo był znacznie większy – 220 metrów. Miał przepiękny kształt dachu – uwielbiam dachy mansardowe. W środku wiele tajemnic i rzeczy, która każda zbieraczka staroci by doceniała.
Kiedy jeden ze znalezionych domów wywołał w nas chęć zaopiekowania się nim, odnowienia go, uratowania – udaliśmy się do banku, aby sprawdzić jak zasobne są nasze portfele.
Jak zupełni marzyciele.

Ja, jako dumna posiadaczka działalności gospodarczej, pod nazwą Conchita Home działającej raptem 3 miesiące.
I on zatrudniony w pracy bez perspektyw, bez możliwości awansu, czy wzrostu wynagrodzenia, narażony na jawny mobbing ze strony pracodawcy.
A taka byłam z siebie dumna, gdy z początkiem grudnia zrealizowałam swoje marzenia i założyłam swoja działalność gospodarczą. 

Tylko dla banku jakbym była bezrobotna.

W najbardziej optymistycznym wariancie wpływy z działalności gospodarczej ważne są dla banku po roku prowadzenia, na podstawie zeznania podatkowego.

I wtedy zaprzestaliśmy poszukiwań.

Tak bardzo chciałam, potrzebowałam, musiałam realizować swoją pasję, że zaciskając pięści aż raniłam swoje w dłonie.
Wydawało mi się, że nie uda mi się przetrwać tego roku, że to strasznie długo. 
Włączyłam tryb niepamięci.
Szerokim łukiem omijałam wszystkie historie o uratowanych domach i starałam się nie patrzeć na informacje z serwisu homla.pl o nowych ofertach spełniających moje kryteria wyszukiwania! To zaskakujące jak umysł pomógł mi dostosować się do sytuacji. Tylko żeby nie rozgrzebywać rany, nie pamiętać, tak jakbym musiała zakopać w sobie to pragnienie, pozbyć się złudzeń!
Zanim się jednak obejrzałam był już wrzesień. Za chwilę koniec roku. 
Znów mogę rozglądać się za marzeniem!
Znów szukam!
Oby się udało! Może gdzieś tam jest, czeka na nas…
Może właściciele nie są reprezentowani przez wszystkie agencje nieruchomości. Może chcą sprzedać, ale są w zupełnej nowej dla nich sytuacji. Może właśnie umarł dla nich ktoś bliski… Ktoś, kto spędził w tym domu całe życie…
Może…
Może znacie kogoś takiego?

Niepublikowane materiały, pliki do pobrania, nowości. Bez spamu!

* indicates required
Adres e-mail *

Udostępnij