Mam w domu Ziętę! – ceramika Bolesławiec w nowej odsłonie

Mam w domu Ziętę! - ceramika Bolesławiec w nowej odsłonie
Odkąd ostatni raz pisałam o Ceramice Bolesławiec – Cudowne lata 60-ceramika Bolesławiec – minął ponad rok. Opowiadałam Wam wtedy o kolekcji nawiązującej stylistyką do lat 60 oraz o tym, że Manufaktura Bolesławiec planuje wdrożyć do produkcji ceramikę zaprojektowaną przez Oskara Ziętę. Dziś postanowiłam sprawdzić, czy wzory przez niego zaprojektowane są już w sprzedaży, jakie komplety zostały wybrane do produkcji i ile kosztują. Nie zabraknie też nowości, wszakże Manufaktura Bolesławiec co roku na targi Ambiente przygotowuje katalog z nową serię produktów.  W tym roku była to piękna kolekcja „sławiąca” bolesławiecki granat pod nazwą „Blue line”. Zapraszam na wycieczkę po wzorach, kolorach Bolesławca. Sprawdźmy co zmieniło się w świecie ceramiki przez półtora roku.


Półtora roku temu zadawałam wszem i wobec pytanie:

Czy potencjał Bolesławca nie został zaprzepaszczony?
Porównując
ją wtedy do mody na marokańską ceramikę.
– Głupia ja. Minęło ponad rok i to
Bolesławiec jest obiektem pożądania wielu. Moda na marokańską ceramikę
powoli przemija a za to polska tradycyjna ceramika ma się świetnie. Wraz
z modą na retro jeszcze wzrosło zainteresowanie jej wzorami. Pamiętacie kolekcję nawiązującą do lat 60-tych? Jak Wam się podobają nowe barwy tradycji?

W jednym z tygodni kolorów opisywałam Wam maje zachwyty nad Biało-granatową ceramiką. Teraz powstała kolekcja zatytułowana Blue Line poświęcona temu niesamowitemu i chyba najbardziej znanemu kolorowi z Bolesławca. Wspaniały granat w różnych odsłonach! Nacieszcie oko tą wspaniała kolekcją i zwróćcie uwagę jak pięknie granat harmonizuje z miedzią:


Rok wcześniej na targach Ambiente prezentowana była kolekcja Renesans zaprojektowana przez Dorotę Koziara. Myślę, że to temat na oddzielną historię. 

Moją porcelanę z kolekcji Blue Line będziecie mogli wkrótce zobaczyć w projekcie ZAUŁEK ZIOŁOWY.

A teraz czas na Ziętę. Obiecałam sprawdzić co wyszło z „eksperymentu” jakim była współpraca Manufaktury w Bolesławcu z Oskarem Ziętą. Pamiętam, że o tym innowacyjnym wydarzeniu rozpisywały się wszystkie gazety poświęcone wnętrzom i design’owi. I nic dziwnego. Pierwszy raz można było mieć w domu coś zaprojektowanego przez tego popularnego projektanta, co jest bardziej przystępne cenowo niż jego stołek Plopp (ceny zaczynają się od 720zł za model Mini) i pasuje do większej ilości wnętrz.  I piszę to ze stanowiska pasjonata designu. Osoby, która, jak się na tym przyłapałam, lubi kolekcjonować wyjątkowe przedmioty. Lubię otaczać się prawdziwymi perełkami a coraz częściej łakomym okiem spoglądam w stronę prawdziwych Ikon designu. I choć stołek Zięty nie wpisał by się w charakter mojego mieszkania to wspomniana wcześniej ceramika już tak. I  myślę sobie, że za kilka lat, jak pani dr. Krystyna Łuczak Surówka będę wyszukiwać prawdziwe cudeńka i otaczać się samymi „ikonami”. Połasiłam się na komplet Zięty. Niestety cena moi drodzy nie zachwyca. Moja chęć posiadania u siebie tej ceramiki została wystawiona na ostrą próbę. Bo czy za komplet: kubek, talerzyk i podstawka warto zapłacić 250zł? Jest przydatny tylko dla jednej osoby. Nie jest to komplet kawowy, który można wyciągać na specjalne okazje. Jest to komplet śniadaniowy w którym sami musimy kontemplować „spotkanie z prawdziwym designem”. Czy jednak zawsze musimy podchodzić do takich kolekcji tak pragmatycznie? Zawsze musimy kupować te 6 filiżanek?  Nie jesteśmy w stanie zaakceptować kompletu śniadaniowego dla singla? Przecież taką tacę można wykorzystać jako element dekoracyjny w nowoczesnym wnętrzu. Chciałam mieć Ziętę to mam i jestem nim zachwycona. 
Warto, czy nie warto zapłacić za niego 250zł? – to to trochę wstyd postrzegać tę ceramikę w ten sposób. To przypomina mi zagwozdki „miłośników sztuki” zastanawiających się czy za obraz przedstawiający czarny kwadrat lub rozsypane figury geometryczne warto zapłacić kilkadziesiąt milionów dolarów. Wiele osób takiego dzieła nie traktuje poważnie. Są jednak tacy, którzy śmiało wyłożą na niego ten majątek.  Są też tacy, którzy kupują komplety Zięty razy 6.
Zobaczcie jak prezentuje się u mnie ceramika zaprojektowana przez Oskara Ziętę :

A Wy jakie macie podejście do tego typu „kaprysów”? Czy zawsze pragmatyczne podejście do przedmiotów bierze górę w procesie zakupowym? Czy zdarzyły się Wam szaleństwa, np. jeden kubek lub jedna filiżanka, który były tak piękne, że po prostu chcieliście je mieć? 
Bardzo chciałabym się dowiedzieć :
Czy kolekcję Zięty dla Bolesławca można postrzegać jako kawałek sztuki, dobrego designu czy zbędny wydatek?

Niepublikowane materiały, pliki do pobrania, nowości. Bez spamu!

* indicates required
Adres e-mail *

Udostępnij