DIY: etykiety na farby do pobrania

DIY: etykiety na farby do pobrania
To wszystko co Wam ostatnio pokazuję, czyli trening w szyciu (klik), wszelkiego rodzaju etykiety do wydrukowania (klik) jest przygotowaniem do wielkiego finału Metamorfozy Kuchni, który będzie miał miejsce w piątek. Na backstagu trwają gorączkowe przygotowania do wielkiej sesji zdjęciowej. Szafka na przyprawy już prawie gotowa, projekt etykiet też czeka już na wydrukowanie, wieszamy oświetlenie, szafki górne już zamontowane. W momencie, kiedy to piszę mój biedny mąż męczy się z ostatnimi frontami (tak spędza urlop biedaczek).  Jutro pewnie zabiorę się za szycie dekoracji kuchennych.  Muszę jeszcze wysprzątać kuchnię na błysk, aby pokazać wszystkie zmiany jakie w niej zaszły.  Wiem, że nie możecie się doczekać, jak to wszystko teraz wygląda, ale jeszcze trochę cierpliwości. 

Dziś jednak post zupełnie niespodziewany.  Otóż pamiętacie jak w ostatnim poście pokazywałam Wam moje słoiki na przyprawy są bardzo różnorodne:
Postanowiłam coś z tym zrobić i sięgnęłam po farbę. Problem w tym, że moja półka z farbami zaczęła przypominać skład budowlany. To tylko cześć „towaru”. Niektóre były szczelnie zamknięte i nie mogłam się zupełnie zorientować co kryją w środku. Aby się przekonać musiałam je po kolei otwierać. Postanowiłam zrobić z tym porządek.
Nie dziwcie się. Sporo zrobiłam z tymi farbami. Tak się zastanawiałam, skąd tyle tego dobra i zaczęłam wymieniać. Każdy tydzień kolorów to projekt DIY z innym kolorem farby:

Tydzień wrzosowy: pojemnik na proszek
Tydzień łososiowy: tablica inspiracji 
Marokańska taca za 10zł

A wszystko zaczęło się od malowania małych mebelków dla lalek.

W wyniku tych wszystkich metamorfoz w mojej szafce obecnie stoi kilkanaście opakowań farb. Większość z mieszalnika oznaczone tylko numerkami.   Chciałam znaleźć kolor miętowy i musiałam otworzyć połowę puszek, aby wreszcie znaleźć to czego szukałam. Jaka to strata czasu.
Jeśli też działacie kreatywnie i macie sporo opakowań po farbach lub po zakończonym remoncie chcecie oznaczyć, to co zostało, aby w razie potrzeby dokupić właściwy odcień, skorzystajcie z moich etykiet:

Pobierz PDF (klik)

I jak? Teraz w sekundę wiem, co jest w puszce:

Dziękuję Śnieżce za wsparcie w realizacji moich projektów. 

Udostępnij

  • niby nic, a tak ułatwia sprawę! brawo Kasiu!

    • Miałam dokładnie to samo na myśli 🙂

  • Rewelacja, że ja nigdy nie wpadłam na to!. Czasem jak nie zapominałam to robiłam kropki z farby na wieczku, ale nie zawsze i nie mam takich danych dokładnych.

    • Anonimowy

      Dokładne dane są bardzo potrzebne – szczególnie marka na etykiecie 😉 Żartuję troszkę 🙂 Ogólnie bardzo fajny pomysł – ja zwykle zapisywałam sobie w organizerze, a później musiałam się zastanawiać w którym roku to było… Podoba mi się to rozwiązanie!

  • Świetny pomysł! 🙂

  • dobry pomysł z tymi etykietami! niecierpliwie czekam na piątkową fotorelację z przemiany kuchni 🙂

  • Jedni zbierają słoniki, inni kolekcjonuja obrazy, a nasza Conchita farby:) właśnie dlatego fakt, że jutro NIE zobaczymy stricte biało-szarej kuchni chyba nikogo nie powinien zdumiewać;)

  • Przy metamorfozach idealne dodatki do pomocy, dzięki której można pomóc wyobraźni nad pomysłem 😉

  • Rewelacja!Chyle czoła dla pomysłowości!

  • Kolor to jedno – czasami jest na opakowaniu, ale data malowania też ma duże znaczenie.