DIY: renowacja szafki część 1

Wszystko zaczęło się o tej historii:
"Wczoraj krążąc z wózkiem po osiedlu dostrzegłam szafkę. Stała sobie niepozornie pod jednym ze śmietników. Oczy mi się do niej zaświeciły, więc niemal paląc gumy w wózku pognałam do niej z ogromną szybkością. A tam „zebranie zarządu”. Dwóch okolicznych „murków” debatuje nad moim znaleziskiem popijając wiśniowym trunkiem. Rozmowy w stylu:
-„Tu się pomaluje, tam się doklei i się opchnie za stówkę”
Odpuściłam i wycofałam się na z góry upatrzoną pozycję, czyli po zakupy. Szafka nie dawała mi jednak spokoju i postanowiłam podjechać pod śmietnik jeszcze raz. Sytuacja się rozwinęła bo do „bandy” dotarł ich herszt, czyli zapewne żonka jednego z panów. I takie oto toczyły się rozmowy:
-„Gdzie będziesz brał za dużo roboty….” - Znów wycofałam się do domu.
Szafka jak szafka, nic specjalnego, ale szafka, której nie mogę mieć - to zdecydowanie podniosło w moich oczach wartość tego mebla. Cały wieczór nie dawała mi spokoju. Czy ją zabrali? Dziś wykorzystując manewr taktyczny podjechałam z mężem pod śmietnik (biedaczek niczego się nie spodziewał) a
ona tam stała. Mam ją, moją zdobyczną szafkę. Radość. Odpuścili ją. Zrobię z niej cacko a oni niech żałują :) ps. a z mężem mamy ciche dni, nie może przeżyć, że ściągam do domu takie coś..."
  I tak ocaliłam tę oto szafkę.



Na pierwszy rzut oka w całkiem dobrym stanie. Niestety miała dużo ubytków. Kiedy je zobaczyłam, pomyślałam: "jednak wiedzieli co robili, że jej nie wzięli". Sporo pracy, dodatkowe koszty, dużo czasu, który trzeba poświęcić, żeby doprowadzić ją do porządku.
Zardzewiałe zawiasy. Przymocowane za pomocą gwoździ.
Trzeba było je usunąć, choć takie zawiasy zawsze mnie pociągają. Tak pięknie widać po nich upływający czas. Wiem, jestem dziwna.

To jednak nic. Najgorzej wyglądał blat. Była w nim ogromna dziura. Zupełnie się nie spodziewałam tego, w jaki sposób stolarz lata temu przymocował blat tej szafki. Nie został on przybity. Nie został przykręcony. On został nasunięty. Składał się z dwóch części i kiedyś te dwie połówki idealnie do siebie pasowały. Kiedyś. Teraz rozdzielała je 3 milimetrowa szpara. Trzeba było coś z tym zrobić.

Najpierw trzeba było przykleić wszystkie ubytki. 
Jaki klej nadaje się idealnie do drewna? Pewnie od razu przyszedł Wam klej na W.... i nie pomyliliście się, ja też o nim pomyślałam w pierwszej kolejności. Postanowiłam jednak wypróbować nowy produkt. Czy wiecie, że  Soudal oprócz dużego asortymentu chemii budowlanej ma też w swojej ofercie różnego rodzaju kleje? O rożnych sposobach aplikacji i wykorzystania ich produktów można przeczytać na blogu polubiszremont.pl.

Okazuje się, że Klej do drewna Soudal jest z tej samej rodziny klejów jak dobrze mi znany W....l, czyli winylowych. Jak te płyty winylowe? Świetnie nadaje się do klejenia miękkiego drewna sklejki, płyt wiórowych, papieru, kartonu i właśnie forniru.


Kiedy elementy były już przyklejone, użyłam szpachli do drewna w kolorze dębu. 
Kiedy szpachla wyschła dokładnie ją wyszlifowałam.
Podobnie jak wszystkie elementy szafki. Najpierw mechanicznie:

 A później ręcznie. Sporo pracy mnie to kosztowało.
Kiedy szafka była już przygotowana przyszła pora na szufladę. Teraz już wiem, że powinnam wybrać deskę o mniejszej szerokości. Przez zły dobór materiałów miałam dwa razy więcej pracy.
 Najpierw piłowałam.
 Potem przyszła pora na skręcenie szuflady.
Kidy blat był już wyszlifowany, szuflada zrobiona trzeba było zastanowić się co dalej. Opcje były dwie albo przykleić na blat fornir albo pomalować go farbą kryjąca. Postanowiłam spróbować trudniejszej opcji i z pomocą kleju Soudal przykleić fornir.
Najpierw zmoczyłam fornir. Dzięki czemu był bardziej plastyczny i łatwiej było go formować.
Dokładnie rozprowadziłam klej na szafce zanim położyłam na niej fornir. Wykorzystałam do tego wałek do malowania, ale klej można aplikować za pomocą pędzla lub szpachelki. Początkowo ma kolor biały a po wyschnięciu półprzezroczysty.

Następnie na fornir położyłam książki i był tak przyciśnięty przez ok.  2-4 godziny.
Niestety. Za pierwszym razem nie wyszło. Dlaczego? Zostawiłam za dużo forniru po bokach (ok 3cm). Kiedy chciałam je później zeszlifować fornir połamał się i postrzępił. Klej trzymał tak mocno, ze usuniecie forniru było bardzo trudne. Próbowałam za pomocą żelazka, ale tylko opalarka mnie uratowała.




Kiedy powierzchnia była już czysta położyłam znów klej. Gładko się rozprowadzał i był zupełnie bezwonny.
Tym razem wyszło nieźle ( po bokach przykleiły się kawałki tektury, które szybko zeszlifowałam).
A tak wygląda szafka z szufladą, na której tez położyła fornir.
Jesteście ciekawi efektu końcowego? Już niedługo druga część renowacji. Nowości i postępy możecie śledzić bezpośrednio na Instagramie:

Conchita Home

Nazywam się Kasia Bobocińska i od 2008 staram się dzielić tutaj moimi pasjami i zainteresowaniami. Dziękuję że odwiedził(a)eś CONCHITA HOME. Będzie mi bardzo miło jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią w komentarzu

13 komentarzy:

  1. Jestem bardzo ciekawa jak szafka wygląda po odnowieniu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ roboty! I narzędzi, które musisz mieć na podorędziu! Korci mnie, ciągnie do przeróbek tego rodzaju, ale właśnie takie "problemy" mnie hamują... Chyba powinnam przywołać się do porządku i spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. jaki post techniczny :) od deski do deski ;) podziwiam zapał do pracy :P ja za każdym razem gdy mówię "zrobię, odnowię" jakoś dziwnie robi to za mnie mąż :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Kawał dobrej roboty, z niecierpliwością czekam na efekt końcowy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja na Twoim miejscu zastanawiałabym się, czy członkowie zarządu nie buszują po blogach:)))
    Szafka jest świetna, tym bardziej, że mam identyczną, też zdobyczną, na szczęście szufladki nie trzeba było dorabiać.
    Przy śmietnikach można wiele ciekawych rzeczy wynaleźć. W ten sposób zostałam posiadaczką pary tonethów, magnetofonu szpulowego. Sama też coś czasem zostawię i jak widzę znajdują się chętni :))
    czekam na efekt końcowy,
    pozdrawiam,
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  6. Meble z duszą po renowacji zawsze wyglądają świetnie. Czekamy na efekty :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szafki zazdraszam, bo jest piękna. A po Twoich pracach będzie śliczna :) Czekam na koniec :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej ta szafka jest bardzo podobno do tych sprzedawanych w Ikei, tylko nie ma zdobień nóżek, rewelacyjna praca! pozdrawiam obu więcej Magda:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uratowałaś ją Kasiu, a na dodatek jeszcze ją zaadoptowałaś:) Już się nie mogę doczekać efektu, bo jest śliczna:)
    cudnego weekendu

    OdpowiedzUsuń
  10. Już chcemy poznać dalszą metamorfozę tej szafki :)
    Jest piękna :)

    OdpowiedzUsuń
  11. śliczna, ciekawa jestem jak wyjdzie na koniec. też czasem lubię podbierać z takich miejsc meble, najpierw mi zawsze głupio i wysyłam męża a potem się nimi chwalę ;p

    OdpowiedzUsuń
  12. Ładnie, ale te zawiasy mogłaś zostawić, bo były stylowe ;) Ale ogólnie dobra robota! Czekam na dalszy ciąg.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale sobie narobiłaś roboty ;-) ja zostawiłabym zawiasy i nie naklejałabym forniru. No, ale to mój starociowy styl przeze mnie przemawia;-) ciekawa jestem efektu końcowego.
    Dobrze, że mój mąż przywykł już do tego, że ciągle jakieś "graty " trafiają do naszej piwnicy i czekają na mój wolny czas. Bo inaczej ciche dni mielibyśmy cały czas :-D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tu jesteś ♥♥♥ Każdy komentarz jest dla mnie bezcenny, bo pokazuje, że warto robić to co robię ❣